Zaloguj się

 
 
 
Pamiętaj mnie
Opublikowany przez youArtiste® Kim tak naprawdę jest Rycerz Smętnego Oblicza? - rozmowa z aktorem Modestem Rucińskim
Spektakl Człowiek z La Manchy w reżyserii Anny Wieczur-Bluszcz bez wątpienia zdobył serca publiczności. A wszystko dlatego, że na scenie powstało nie tylko doskonałe dzieło muzyczne, ale również dzieło bardzo dobrze zagrane. Wreszcie na teatralnych deskach mamy postacie wielowymiarowe, ciekawe, jakieś. I taki właśnie jest nasz główny bohater Don Kichot: - Ten człowiek nie podlega schematom - mówi Modest Ruciński, który wciela się w postać głównego bohatera.

 
 /Człowiek z La Manchy, Teatr Dramatyczny w Warszawie, reż. Anna Wieczur-Bluszcz, fot. Krzysztof Bieliński/
 

Agnieszka Kobroń: Czy warto podążać za marzeniami?
Modest Ruciński: Oczywiście, że tak. Nawet trzeba to robić, bo marzenia związane są z naszymi pragnieniami, a to jak dążymy do ich spełnienia to nasze życie.
 
Zakładam, że jesteś osobą, która za nimi podąża.
Podążałem, podążam i mam nadzieje, że będę to robić nadal. Mając na karku lat czterdzieści mogę powiedzieć, że jakaś ich część już się spełniła. Kiedyś moim marzeniem było zostać aktorem.
 
A było to marzenie trudne do osiągnięcia?
Okazało się, że wcale nie. Oczywiście, jest w tym duża dawka szczęścia. Miałem to szczęście, że mając siedem lat wybrałem szkołę, w której była klasa muzyczna. Następnie, miałem to szczęście, że spotkałem paru ludzi na swojej drodze, którzy mnie trochę utwierdzili w tym, że bycie na scenie nie jest taką złą drogą, bo dawałem tam sobie radę, dużo mnie nauczyli, ukształtowali. I w końcu miałem to szczęście, że dostałem się do szkoły aktorskiej za pierwszym razem. A potem od razu pojawiła się praca w teatrze.
 
Człowieku z La Manchy jedną z postaci którą grasz jest Don Kichot. Myślisz, że jest to człowiek, który działa według swoich pragnień czy po prostu na złość światu stara się żyć inaczej niż wszyscy?
Don Kichot jak wiadomo jest wytworem Alonso Kichany, który jest znowu bohaterem napisanym przez Cervantesa. Mamy trzy postacie i trzy różne spojrzenia na świat. Alonso Kichana marzy o tym by zostać prawym rycerzem. Tylko, że ten rycerz wcale nie jest taki jak mu się wydaje. Jest po prostu nieidealny, a ta nieidealność jest warunkiem koniecznym do jego istnienia. Bo to pewien rodzaj szaleństwa, który pozwala mu założyć zbroję rycerza i mówić bardzo głośno o miłości i dobroci.

Co miałeś na myśli mówiąc o nieidealności twojego bohatera?
Mówię o pewnego rodzaju oderwaniu od rzeczywistości i norm społecznych. Ten człowiek nie podlega schematom. Jego środowisko i otoczenie uważa go za szaleńca. Pytanie czy nim jest? Nazwaliśmy to pewnego rodzaju nieidealnością, bo czym ta idealność jest? Bycie idealnym to spełnianie oczekiwań wszystkich, a nie taki jest zamiar Don Kichota.

/Człowiek z La Manchy, Teatr Dramatyczny, reż. Anna Wieczur-Bluszcz, fot. Krzysztof Bieliński/

A ty go w ogóle lubisz?
Pewnie, że tak. Przede wszystkim za tę jego pewność. Za ten płaszcz energetyczny, który za sobą ciągnie. Za siłę swoich przekonań i wdrażanie ich w życie. Ten człowiek nie ma strachu przed tym, żeby używać słów wielkich i ważnych, i wypowiadać je głośno. Nie boi się. Nie ma w nim lęku, że zostanie oceniony, wyśmiany, odrzucony. Ten lęk, który istniał w Cervantesie, Alonsie Kichanie traci prawo bytu u Don Kichota. Za to na przykład go lubię. A prywatnie też wiele uczy mnie przez swoją postawę.
 
Myślisz, że mamy problem z tym, żeby głośno mówić co chcemy? Czy jesteśmy na tyle odważni, żeby móc wypowiedzieć odmienne zdanie niż mają inni?
Wydaje mi się, że to w jaką stronę poszedł świat i w jakim punkcie jesteśmy obecnie świadczy o tym, że lęk w nas rozkwitł. Niejednokrotnie trzymamy dużo empatii w sobie, bo jakoś tak bycie tajemniczym i skrytym jest bezpieczniejsze. A jeśli ktoś jest miły i dobry to w pierwszej kolejności uznajemy go za kogoś słabszego. Więc po co to pokazywać innym?
 
To nawet idealnie odbija się w tym, dlaczego wszystkim tak zależało żeby Don Kichot porzucił zbroję i stał się na powrót Alonso Kichana…
…żeby już nikomu nie niszczył jego schematu.
 
A dobrze się czujesz w roli rycerza?
Tak jak już powiedziałem to jest postać, która dużo mi daje. Modestowi dużo daje. Przy pracy nad tą postacią szukałem wielu wzorców, które mogą mieć odrobinę przerośnięte ego. Dlaczego? Nie mogłem się np. nadziwić w jakich superlatywach może mówić o sobie i o swoim geniuszu Salvador Dali. To piękne. Może zbyt pyszne ale ileż w tym siły. Jakoś intuicyjnie poszedłem za jego tropem i nie chodziło tylko o wąsy i jego pochodzenie. Sam nie mam aż takiej pewności siebie i wiedziałem, że żeby to wyczuć muszę poszukać bardziej, natchnąć się tym by potem wypełnić Don Kichota z La Manchy.
 
Powiedz czy się udało tej pewności trochę nabrać?
Powiem tak, udało się trochę tej pewności odzyskać. Myślę, że możliwość wypowiadania pięknych i mądrych zdań o ideach, marzeniach, że te próby wydobywania z siebie operowych dźwięków w songach, które przecież znane są wszystkim, użycie mocnego szerokiego gestu, to wszystko wymagało ode mnie tego, by wsadzić w to jeszcze więcej niż tylko siebie jakim bylem dotychczas i aby uzyskać prawdę.

/Człowiek z La Manchy, Teatr Dramatyczny, reż. Anna Wieczur-Bluszcz, fot. Krzysztof Bieliński/

O ile się nie mylę to jest twój piąty spektakl muzyczny?
Muszę to policzyć (śmiech). Szósty! Debiutowałem Złym zachowaniem w reżyserii Andrzeja Strzeleckiego, następnie był Happy End w reżyserii Tadeusza Bradeckiego, później Taniec wampirów Romana Polańskiego w Teatrze Roma, Operetka Wiedźmin w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, a teraz Człowiek z La Manchy w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Warto podkreślić, że spektakle muzyczne czy też musicale są inaczej wymagające niż spektakle dramatyczne. Tu konieczny jest zmysł muzyczny, poczucie rytmu i duża sprawność. Do tego trochę inne podejście jeśli chodzi o intencje, o psychologiczne rozgrywanie postaci.
 
Mam takie wrażenie, że w spektaklach muzycznych czy musicalach wymagana jest większa koncentracja od aktora.
A to wbrew pozorom może być dużo łatwiejsze. Mówiąc ze swojej perspektywy wyśpiewać coś o miłości jest naprawdę dużo łatwiej, bo śpiew uwalnia wiele emocji, których nie zawrzemy w słowie mówionym. Zresztą, już sam dźwięk może wywołać w nas jakąś emocje. W tym wypadku słowo jest samotne i przez to trudniejsze, chociaż wydaje się że przecież wystarczy tylko mówić. W spektaklach muzycznych masz tylko ten mały problem, że nie możesz zrobić sobie dłuższej przerwy, tzw. pauzy psychologicznej, bo czeka na ciebie dyrygent, orkiestra i zespół z ustawioną choreografią. W spektaklach dramatycznych jest trochę więcej swobody.

/Człowiek z La Manchy, Teatr Dramatyczny, reż. Anna Wieczur-Bluszcz, fot. Krzysztof Bieliński/

To jeszcze muszę zapytać o jedną rzecz, czy łatwo było współgrać z projekcjami, które znajdowały się za wami na scenie?
Harmonogram pracy w teatrze niestety często nie ułatwia pracy nad nowymi rzeczami. Na scenie pracuje się zazwyczaj tydzień przed premierą, bo jest zajęta przez inne spektakle. To normalne. Repertuar musi iść. Wobec tego w tym jednym tygodniu, w którym wchodzi się na scenę trzeba zgrać się ze wszystkim. Z orkiestrą, ze światłem, do tego dochodzi cała atmosfera przedpremierowa i nowości. W tym wypadku to projekcje. Sprawa koni w Człowieku z La Manchy zawsze jest problematyczna, bo trzeba to zrobić tak, żeby tego nie przerysować lub nie pójść w banał. Anna Wieczur-Bluszcz przyszła któregoś dnia z pomysłem cieni w projekcjach i tak już zostało. Uważam, że to piękny pomysł.

/Człowiek z La Manchy, Anna Gajewska - Więźniarka/Aldonza/Dulcynea, fot. Krzysztof Bieliński/

Nie wiem czy odpowiesz mi na to pytanie, ale jak przechodziło się z jednej strony Pałacu Kultury i Nauki czyli z Teatru Studio, na drugą stronę do Teatru Dramatycznego?
To była droga powiedzmy bardzo naokoło, bo przez Wrocław, Kraków i Gdynię. Ale jeśli mam być szczery to łatwo nie było przejść przez ten Plac Defilad, tak po prostu. Każda zmiana jest dobra, więc staram się patrzeć pozytywne na aspekty tego co się tam kiedyś zadziało. Ta zmiana okazała się słuszna. Gram dziś w Człowieku z La Manchy, jestem Don Kichotem rycerzem smętnego oblicza i patrzę z plakatu nad wejściem na jeden ze swoich wiatraków.
 
Czujesz, że już się tu zaaklimatyzowałeś?
Zacznijmy od tego, że budowanie się zespołu teatralnego jest bardzo powolnym i delikatnym procesem, a jego krótkowzroczne niszczenie - łatwe i szybkie. Aby stworzyć taki zgrany zespół trzeba serca, a kiedy zdarza się, że ktoś go niszczy to to serce też obrywa i nie jest tak łatwo dzielić się nim ponownie. W Teatrze Studio spędziłem cztery lata, wcześniej osiem lat w Teatrze Narodowym i jeśli chodzi o zaklimatyzowanie się w kolejnym teatrze i w kolejnym zespole, to po swoich doświadczeniach przyznam, że miałem obiekcje. Człowiek z La Manchy to zmienił. Praca nad tym spektaklem pozwoliła mi spotkać się z ludźmi Dramatycznego w ciężkiej i bardzo wymagającej od nas wszystkich pracy. Taka praca łączy ludzi. Tworzy się zespół. A ja? No cóż, jestem jego częścią. (śmiech)

Więcej o spektaklu Człowiek z La Manchy - TUTAJ
 
/fot. Piotr Smoliński/



Autorka wywiadu:


Linki:

       

youArtiste.com to oparta na wideo, wiodąca europejska platforma dla profesjonalnych artystów filmu i spektaklu : aktorekaktorówreżyserekreżyserówproducentówagencji i teatrów
Polecane kategorie

Uprzejmie informujemy, że w ramach naszej witryny używamy plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień oznacza, że akceptujesz otrzymywanie plików cookies.