Zaloguj się

 
 
 
Pamiętaj mnie
Opublikowany przez youArtiste® Jak zostać Cwaniarą? – rozmowa z Ireną Melcer
Trochę na ten spektakl pozwolono czekać widzom. Pandemia przesuwała go w czasie, przez co aktualność tematu wzbierała tylko w siłę. Kim są Cwaniary? Do czego są zdolne i w imię czego? - To są bohaterki bardzo skrzywdzone i poranione przez życie, które w jakiś swój sposób mniej lub bardziej umiejętny próbują wyznaczać sprawiedliwość – mówi Irena Melcer, którą w spektaklu Cwaniary możemy zobaczyć w roli Celiny.

 
/Cwaniary, Teatr Polonia, reż. Agnieszka Glińska, fot. Katarzyna Kural-Sadowska/


Agnieszka Kobroń: Jakie to uczucie w końcu zostać cwaniarą? Bo niestety pandemia trochę pokrzyżowała wam plany i premiera spektaklu w reżyserii Agnieszki Glińskiej była przekładana kilkakrotnie.
Irena Melcer: Poczułam jednocześnie ulgę i satysfakcję. I naprawdę wszyscy bardzo się ucieszyliśmy, kiedy w końcu się udało. Bo jednak trochę ten spektakl odwlekaliśmy w czasie. O ile się nie mylę to chyba około trzech razy przekładaliśmy premierę. Jakiś pech, spowodowany zarówno pandemią jak i innymi wydarzeniami.

A tym razem jak było, wierzyłaś że się uda czy cały czas żyłaś w przekonaniu, że jeszcze wszystko może się wydarzyć?
Trochę tak miałam i starałam się uspokajać powtarzając, że jak zagram ten spektakl przy udziale widowni to znaczy że się udało. Ale do końca towarzyszyło mi uczucie, że wszystko się może zdarzyć. Po pierwsze, dlatego że w tym zawodzie generalnie tak jest i nie ma w nim nic pewnego. A po drugie, ten rok pandemiczny spowodował że zaczęłam myśleć o tym, że do niczego nie powinniśmy się przywiązywać i niczego być pewni.

Pandemia chyba na wszystkich miała jakiś wpływ, przyniosła różne przemyślenia.
I czuję, że teraz jest pokłosie tego, co się podczas pandemii wydarzyło. Sama widzę po sobie spadki nastroju, to jak społeczeństwo zaczęło działać w jakimś dziwnym napięciu. Co prawda, dziś mamy większe rozluźnienie, ale czy za pół roku będzie tak samo? Taka ciągła niepewność i napięcie. Ja w pierwszym lockdownie zmobilizowałam się i otworzyłam na social media z moją drugą pracą. Mogłam zacząć się spełniać jako instruktorka pilatesu. I przeżyłam ten czas naprawdę bardzo intensywnie robiąc zajęcia online. Nie miałam takiego momentu, że po prostu siedziałam i nic nie robiłam, bo nagle okazało się, że ludzie chcą ze mną ćwiczyć, nawet osoby z branży aktorskiej, i to było naprawdę bardzo mobilizujące, ale też emocjonalne dla mnie.

W tym wszystkim pilates chyba bardzo ci pomógł? Jakoś tak oderwał od tej pandemicznej rzeczywistości.
Pilates dawał mi dużego kopa do działania. Mobilizował mnie i dzięki temu rozkręciłam Youtube’a i social media.

Jesteś aktorką, więc w dobie dzisiejszych czasów, patrząc na to jak działa Internet, social media powinny być twoją codziennością, a tu wnioskuję że zaczęłaś działać w nich szerzej przez pilates.
Ale to jest ciekawe, bo ja naprawdę miałam opór żeby ten pilates promować w swoich social mediach. Cały czas miałam przeświadczenie że przecież jestem aktorką, że mi nie wypada, że może jestem niewystarczająco dobra. Takie głosy pojawiały się w głowie. Ale potem pomyślałam, że zamykam się w jakimś błędnym kole, że przecież jestem aktorką i to że pokaże że mam inne zajęcie, hobby to dobrze o mnie świadczy. Pokazuje, że sobie radzę, a jak wiemy ten zawód bywa nierówny. I co ciekawe, w social mediach jest mi łatwiej zachęcać ludzi żeby ze mną ćwiczyli, jest mi łatwiej zachęcać ich do wzięcia udziału w jakiś wydarzeniach i robić tzw. content pilatesowy, niż pokazywać siebie od strony aktorskiej. I naprawdę długo zastanawiałam się skąd to wynika. Dlaczego w tej drugiej przestrzeni mam totalny dystans i otwartość żeby o tym mówić, a dużo trudniej przychodzi mi powiedzenie, że gdzieś gram, że coś nowego robię jako aktorka.

Ale skąd to się bierze, co tak cię ogranicza?
Żadnego projektu, który zrobiłam jako aktorka się nie wstydzę, ale ten opór pisania o sobie w jakim filmie gram czy w jakim spektaklu można mnie zobaczyć, pojawiał się bardzo duży. I naprawdę próbowałam to przekładać, że przecież powinno być odwrotnie, ale jakoś tak to u mnie wszystko zadziałało. Sama się temu przyglądam i coraz bardziej staram się swobodnie podchodzić również do pracy aktorskiej.

Przygotowując się do rozmowy z tobą i robiąc research zauważyłam, że w Internecie informacji o tobie jako aktorce i instruktorce pilatesu jest naprawdę porównywalnie dużo. Ktoś kto cię nie zna miałby chyba problem z wybraniem co było pierwsze (śmiech).
To chyba wynika z tego, że ostatnio jest dużo pilatesu w moim życiu. Ale żeby nie było nie zmieniłam zawodu (śmiech). Pilates to moje poboczne zajęcie, które daje mi ogromną satysfakcję, ale aktorstwo jest moją główną pracą i nie chciałabym z niego w żaden sposób rezygnować. Poza tym ruch też dużo wnosi do mojego zawodu, bo praca z ciałem jest bardzo ważna niezależnie czy mówimy tutaj o pracy w filmie, serialu czy teatrze.

Nie masz problemu łączenia zarówno zajęć czy też wyjazdów pilatesowych z aktorstwem? Udaje ci się to wszystko pogodzić?
Nie będę ukrywać, że pochłania to masę czasu. Ale świadomie podjęłam decyzję, że oprócz aktorstwa muszę się jeszcze czymś zająć. A wynika to z bardzo prostego powodu. Jestem niecierpliwa i nie lubię czekać, a niestety w aktorstwie głównie się na coś czeka. I to jest taka moja odpowiedź, żeby uratować swoją psychikę i zachować równowagę. Bo ja po prostu lubię działać, a siedzenie i czekanie źle na mnie wpływa. Więc wykorzystałam ten pandemiczny czas na coś co jest dobre dla mnie, na coś co mnie rozwija fizycznie i mentalnie i dodatkowo pozwala na tym zarabiać. Taka wyśniona praca. Więc oczywiście tych obowiązków dochodzi więcej, ale kiedy już jest naprawdę ciężko to wiem że wtedy rezygnuję z pilatesu na rzecz aktorstwa. To mi też trochę utrudnia utrzymanie systematyczności w zajęciach. Ale żeby nie było, zawsze wszystkich uprzedzam, że może być różnie, że może przyjdzie taki czas że rzucę wszystko i wyjadę podbijać świat (śmiech).

To teraz wracając do spektaklu Cwaniary muszę zapytać z czym dzisiaj utożsamiasz cwaniary. Bo jeszcze przed zobaczeniem waszego spektaklu powiedziałabym, że to słowo ma wydźwięk bardzo pejoratywny, a tutaj okazuje się że może nie tak do końca.
Cwaniactwo ma zły wydźwięk, ale też nasze bohaterki nie są niewinne. Wyznaczają swoją sprawiedliwość nie zawsze we wzorowy sposób. I ja bym nikogo nie namawiała, żeby robił tak jak one. A według mnie jest to pewnego rodzaju fantazja na temat tego jak one by chciały tę sprawiedliwość wyznaczać. Przez książkę Sylwii Chutnik na bazie której powstało to dzieło i realizację spektaklu przez Agnieszkę Glińską, cwaniary nie mają już dla mnie tego pejoratywnego znaczenia i kojarzą mi się tylko z Małgorzatą Bielą, Weroniką Nockowską i Anną Smołowik. I tymi naszymi wszystkimi sytuacjami, które wydarzyły się przy tworzeniu tego spektaklu.
/Cwaniary, Teatr Polonia, reż. Agnieszka Glińska, fot. Katarzyna Kural-Sadowska/

To teraz już musisz powiedzieć o jakich sytuacjach mowa?
Podczas spektaklu wykorzystywane są nagrania, które robiłyśmy na ulicy, co zbiegło się w czasie ze Strajkami Kobiet. I zdarzyło się na przykład, że zatrzymała nas policja pytając co robimy i dlaczego. Więc musiałyśmy się wykazać niemałą pomysłowością dlaczego akurat tu kręcimy, a nie w innym bardziej ustronnym miejscu.

Wasze przygotowania do spektaklu trwały dość długo czy wizja tego co myślałaś o nim na początku zmieniła się patrząc na ten spektakl z perspektywy dzisiejszej?
Dorobiłam się dwóch tatuaży, zmieniłam kolor włosów (śmiech). Ja się przede wszystkim zmieniłam. Ten tekst przez cały czas był ze mną. I kiedy wznawialiśmy próby, to nie było tak, że zaczynałam od początku. Pewne rzeczy które wcześniej wydawały się że powinny być inne, zmieniały się, wykruszały albo mój stosunek do nich się zmieniał. To, co się na pewno nie zmieniło to to, że ten tekst jest naprawdę bardzo dobry i inspirujący, a te dziewczyny są naprawdę ciekawe i dodatkowo bogatsze o wszystkie nasze przemyślenia, które w tym pandemicznym czasie się zdarzały. Od początku byłam podekscytowana tym tekstem, tym że mogę być Cwaniarą, że Agnieszka Glińska obsadziła mnie w roli Celiny.

W Cwaniarach mamy cztery różne bohaterki, co mogłabyś o nich powiedzieć osobie, która jeszcze waszego spektaklu nie widziała i książki też nie przeczytała.
To są bohaterki bardzo skrzywdzone i poranione przez życie, które w jakiś swój sposób mniej lub bardziej umiejętny próbują wyznaczać sprawiedliwość. Są z różnych grup społecznych, i to jest w ogóle ciekawe połączenie, bo każdy z nas może się zastanowić nad tym czy w takim realnym życiu one miałyby szansę się spotkać, polubić, razem działać. Nawet dyskutowaliśmy o tym przygotowując spektakl i doszliśmy do wniosku, że wspólny cel mógłby je zjednoczyć. Że gdzieś są jakieś rzeczy do wyjaśnienia czy też „tyłki do skopania”, w celach obrony kobiet czy obrony słabszych ludzi. I to jest ten punkt wspólny, który sprawia że mimo tego że one są inne to mogą się spotkać i wspólnie działać. Zresztą, jak popatrzymy na Strajki Kobiet, gdzie naprawdę różne kobiety wyszły na ulicę, to daje nam to wiarę że potrafimy się jednoczyć.
/Cwaniary, Teatr Polonia, reż. Agnieszka Glińska, fot. Katarzyna Kural-Sadowska/

Ale wy też wstrzeliłyście się tym spektaklem w bardzo napięty czas. W przywołany już wcześniej Strajk Kobiet czy też różne sytuacje przemocowe względem kobiet które wychodzą teraz na światło dzienne.
I tak i nie. Bo przez to, że nasza rzeczywistość jest taka wprost to pojawił się problem jak o niej mówić skoro mamy to na co dzień, skoro widzimy to na ulicach. Ale kiedy rozmawiamy o tych Strajkach czy tych momentach gdy młodsze pokolenia potrafią być asertywne i głośno powiedzieć że coś jest źle, kiedy dziewczyny potrafią głośno tupnąć nogą i nie pozwolić sobie na różne rzeczy, to wydaje mi się, że to był dobry moment żeby o tym mówić w ogóle i w teatrze również. Ale ten temat jest z trzeciej strony trudny w takiej rzeczywistości która zmienia się tak dynamicznie, żeby za nią po prostu nadążyć. A takie podążanie, żeby zmieścić wszystko nie jest dobre.
/Cwaniary, Teatr Polonia, reż. Agnieszka Glińska, fot. Katarzyna Kural-Sadowska/

Jestem ciekawa co się zmieni do kolejnego spektaklu, czyli tak właściwie w nowym sezonie teatralnym. Bo za jakiś czas, ktoś kto przyjdzie na ten spektakl będzie mógł go czytać wyłącznie w kontekście przeszłości. To oczywiście byłoby idealne.
Mam naprawdę dużo wiary, że teraz jest jakiś przełomowy czas, ale że musimy sobie trochę tego czasu też dać. Popatrz, jak inny obraz rzeczywistości mają dziewczyny trochę młodsze od nas. One sobie nie pozwalają na wiele rzeczy i to jest bardzo mobilizujące dla nas starszych czy dojrzalszych. To pokazuje że można, że musi nam się udać ta zmiana.

Wspomniałaś o ciekawej rzeczy, czyli o innym podejściu ludzi trochę młodszych od nas. Jak ja patrzę na nich z boku to naprawdę jestem w szoku jak działają i jak myślą o świecie. Bo my będąc w ich wieku byłyśmy raczej tymi osobami które się cały czas strofowało. Wielu rzeczy nie było nam wolno, wiele rzeczy nam nie wypadało.
Byłyśmy wychowane w innej rzeczywistości. I mimo, że teraz pewnie zabrzmię jak moja mama czy babcia, ale trochę tak jest że pięć, osiem czy dziesięć lat różnicy między młodszymi osobami od nas robi ogromną różnicę w obserwacji świata, w jego narracji, w podejściu do social mediów od których zaczęłyśmy naszą rozmowę. I to jest taki moment, że ludzie młodzi dostają te wszystkie bodźce i trochę im tego zazdroszczę, bo potrafią je wykorzystać.

A my dopiero teraz otrzepujemy się z tych narzuconych stereotypów i z tego myślenia, które nam przekazano.
Jesteśmy takim jednym z pierwszych pokoleń, które zajmuje się szeroko pojętą terapią czy psychoterapią. My wiemy, że to jest nieodłączny element życia, żeby dbać o swoje zdrowie psychiczne. I dla nas to jest duży krok, już samo to że zdajemy sobie sprawę, że te stereotypy w nas funkcjonują i chcemy z nich wyjść. Ale nasze mamy czy babcie nie są tego w ogóle świadome, ja nie chcę tutaj uogólniać tylko po prostu zwrócić uwagę że dużo osób tak ma. My się przebijamy przez tzw. „szkło” dopiero teraz, a młodsze od nas dziewczyny mają już zupełnie inne myślenie i one to szkło już dawno przebiły.
/Cwaniary, Teatr Polonia, reż. Agnieszka Glińska, fot. Katarzyna Kural-Sadowska/

To trochę kieruje nas na początek naszej rozmowy kiedy wspomniałaś o tym, że masz jakiś opór przed chwaleniem się w social mediach swoimi aktorskimi osiągnięciami. To też jest coś co zostało nam narzucone. Bo przecież nie wypada się chwalić…
…bo dziewczynki muszą być skromne – tego nas uczono. Na szczęście powoli z tego wychodzimy i może też dlatego ja sama otwieram się na social media i pokazywanie w nich siebie.


Więcej info:
Spektakl „Cwaniary” - Teatr Polonia


Autorka wywiadu:


Linki:
      
Polecane kategorie

Uprzejmie informujemy, że w ramach naszej witryny używamy plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień oznacza, że akceptujesz otrzymywanie plików cookies.