Zaloguj się

 
 
 
Pamiętaj mnie
Opublikowany przez youArtiste® Kobieta, która została zniewolona - rozmowa z Maksymilianem Rogackim
Trzy wysokie kobiety w reżyserii Maksymiliana Rogackiego od 14 października będzie można zobaczyć na scenie Teatru Polskiego w Warszawie. Jak mówi reżyser, w głównej mierze będzie to sztuka o śmierci, przemijaniu, rzeczach których się boimy. Ale to wszystko sprawi, że stanie się naprawdę pięknym i mądrym dziełem. Czym jeszcze zaskoczy nas spektakl? Czym poruszy widza? Przekonajcie się sami!

 
/Trzy wysokie kobiety, Teatr Polski w Warszawie, reż. Maksymilian Rogacki, fot. Bartek Warzecha/


Agnieszka Kobroń: Jak to się stało, że zdecydowałeś się wyreżyserować spektakl o kobietach czy też kobiecie?
Maksymilian Rogacki: Kobiety mnie fascynują. Podziwiam je, próbuję zrozumieć, staram się wspierać. Dlatego pomyślałem, że sztuka o kobietach czy też jednej kobiecie dla takiego mężczyzny może być czymś interesującym, intrygującym. Że taki mężczyzna również może mieć coś ważnego do powiedzenia na ich temat, oczywiście jeżeli podchodzi do tematu z ogromnym szacunkiem.

Powiedziałeś, że próbujesz zrozumieć kobiety. Czy pracując nad sztuką Trzy wysokie kobiety Edwarda Albee’go chociaż przez moment udało ci się to zrobić?
W tej chwili nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo to jest proces. Z doświadczenia wiem, że wydarzy się to dopiero w momencie, kiedy już opadną emocje, po premierze spektaklu, kiedy przestanę żyć tym tematem z dnia na dzień. Najprościej mówiąc, potrzebuję czasu, żeby to wszystko na spokojnie przetrawić. Na ten moment, kiedy jestem na etapie myślenia o tym, jak tę sztukę ugryźć, jak ją dobrze wyeksponować i przekazać widzom, mogę powiedzieć, że wciąż próbuję kobiety zrozumieć. I bez wątpienia pomagają mi w tym wspaniałe koleżanki aktorki, które w sztuce Trzy wysokie kobiety występują, czyli: Grażyna Barszczewska, Hanna Skarga i Katarzyna Strączek.

/Zdjęcie z prób, fot. Marta Ankiersztejn/
 
Na scenie zobaczymy trzy kobiety na trzech różnych etapach życia. Ze względu na wiek, każda z nich jest inna, inaczej patrzy na świat.
I tu warto podkreślić, że tak naprawdę to jest jedna kobieta na trzech różnych etapach życia, w wieku 26, 52 i 92 lat. Ale patrząc na ich doświadczenia i przeżycia możemy stwierdzić, że są to jednak trzy różne i niepodobne do siebie kobiety, które niosą ze sobą inne wartości, co innego zrozumiały w swoim życiu, które z czymś innym się pogodziły bądź też nie pogodziły. Tak jak wszyscy się zmieniamy na przestrzeni lat i zdobytych doświadczeń, to tak samo jest u naszych bohaterek.

Zastanawiam się, które spotkanie jest bardziej wstrząsające, to że 26-latka spotyka siebie jako 92-latkę, czy odwrotnie?
Myślę, że spośród tych dwóch kobiet, więcej emocji przeżywa postać C, czyli dziewczyna mająca dopiero 26 lat. Ponieważ ta bohaterka rysuje się widzom jako dziewczyna, która jest uosobieniem niewinności i naiwności, która jeszcze nie została przez ten świat ulepiona i złamana. A kiedy spotyka się z postacią A, czyli starszą sobą w wieku 92 lat, to pojawia się w jej głowie wiele pytań. Czy powinna być wierna swoim poglądom do końca życia? Czy może powinna stanąć do walki, mierzyć się z tym życiem i spróbować je zmienić? Czy może jej los z góry jest przesądzony i cokolwiek by nie zrobiła, to i tak zostanie ukształtowana w taki sposób jak już zostało przez to życie zaplanowane.

/Zdjęcie z prób, fot. Marta Ankiersztejn/
 
Osobiście, dość mocno zastanawiam się nad postacią C, która spotykając dojrzalsze wersje siebie pewnie jeszcze spróbuje zmienić swoje życie, nie być taka jak one. Ale czy potem nie przyjdzie ten moment, że się po prostu podda?
Mam wrażenie, że gdzieś tam nasz los jest nieuchronny, zwłaszcza w kontekście śmierci o której pisze Edward Albee. I gdyby tak się zastanowić, co by było gdybyśmy nagle tę 26-letnią kobietę wyrwali z jej świata z tymi doświadczeniami, które ma po spotkaniu siebie z różnych etapów życia i powiedzieli jej żyj poza tym światem, to czy by poprowadziła swoje życie inaczej? Czy da się w ogóle to zrobić?

/Zdjęcie z prób, fot. Marta Ankiersztejn/
 
A czy nie jest tak, że ta refleksja nad tym jakie było nasze życie, nad tym co zrobiliśmy, a czego nie udało nam się zrealizować, przychodzi dopiero w momencie zderzenia ze śmiercią?
Na pewno możemy pomyśleć o tym wcześniej – pytanie czy chcemy, i myślę że czasami ten proces dojrzewania przychodzi trochę szybciej, co widać w postaci B, czyli 52-latce, która wiele w swoim życiu zrozumiała, ale ciągle jeszcze nie rozwiązała swojej relacji z synem, z którym od wielu już lat nie utrzymuje żadnego kontaktu. Są pewne sprawy, z których zdaje sobie sprawę i na tym etapie życia wie co zmarnowała a co ma przed sobą, ale wciąż poddaje wszystkie swoje sprawy pod wewnętrzną dyskusję. Więc jest ona przykładem osoby, która poddała się tej refleksji dużo wcześniej.

Postać B jest idealną postacią pośrodku.
I ma w sobie największą gorycz. Bo najstarsza kobieta jest już nieco pogodzona ze swoim losem i przygotowana na własną śmierć, kobieta najmłodsza ma poczucie, że jeszcze może się jej udać pokierować swoje życie inaczej, zmienić je. A postać B już wie, że niczego nie naprawi i niczego już nie zmieni. Dlatego warto tutaj dodać, że nie jest to sztuka zabawna, chociaż ma takie momenty, tylko jest to sztuka dość mocno filozoficzna i mocno zakorzeniona w naszej ludzkiej naturze.

Myślę, że widz będzie miał ciężkie zadanie i pracę przed sobą do wykonania oglądając Trzy wysokie kobiety. Ale te wszystkie refleksje i rozważania opakujecie w…  różową scenografię.
Trochę zaryzykowaliśmy interpretację tego tekstu, która wynika bezpośrednio z twórczości Edwarda Albee’go, który przeciwstawiał się idei American Dream. Idei, która zakładała, że śmierci nie ma, że życie jest idealne, że nasze życie opiera się tylko na szczęściu, a to szczęście da nam władzę i pieniądze, że bogactwem możemy wiele procesów zatrzymać. A autor – słusznie zresztą – uważał, że powinniśmy myśleć o śmierci, nie odrzucać jej, bo przecież jest ona nieodłączną częścią naszego życia. I Albee wspominał o tym nie tylko w sztuce Trzy wysokie kobiety, ale również w Opowiadaniu o ZOO czy Kto się boi Virginii Woolf. A wracając do naszej różowo-lustrzanej scenografii, to muszę tutaj podkreślić, że jest to również opowieść o bogactwie w którym wychowywał się Albee. Bo jak wiemy został zaadoptowany przez bardzo majętnych ludzi, ale ani on ani oni nie potrafili być szczęśliwi czy też dać tego szczęścia. Dlatego reżyserując Trzy wysokie kobiety staram się opowiedzieć, dlaczego tego szczęścia Albee nie zaznał.

I tu trzeba zaznaczyć, że ten tekst jest silnie zakorzeniony w biografii samego autora.
Jest to naprawdę niezwykle interesująca powieść autobiograficzna. Zresztą sam Edward Albee mówił o tym, że opisuje w niej swoją przybraną matkę. I minęło wiele lat zanim świat poznał tę sztukę, bo została wydana dopiero w 1991 roku, i to już był taki moment w twórczości Albee’go, że wszyscy skazali go na porażkę, myśleli, że on już nie napisze nic dobrego, a on postanowił o sobie przypomnieć. I za tę sztukę otrzymał nagrodę Pulitzera, co też świadczy o tym, że jest to niezwykle szczere dzieło.

Oprócz kobiet, o których rozmawiamy, pojawiasz się na scenie również ty.
Pojawiam się, ale na krótką chwilę. Albee w swoim dziele decyduje wprowadzić na scenę postać syna bohaterki, czyli tak naprawdę siebie. Ale nie ma to tutaj aż taki ego wielkiego znaczenia. Bo ta postać nie wypowiada ani słowa, przychodzi tylko pożegnać się z umierającą matką, po latach. Po 26 latach.

/Zdjęcie z prób, fot. Marta Ankiersztejn/
 
Ile rozmów się między nimi nie odbyło, ile słów nie zostało wypowiedzianych przez te wszystkie lata.
I co z tym zrobić, prawda? To też wydaje mi się być taką historią o tym, że czasami warto schować dumę do kieszeni i wyciągnąć do kogoś rękę. To oczywiście banalnie brzmi, ale ile razy nas samych to spotyka w życiu. Kiedy my tej ręki wyciągnąć nie chcemy.

Mam wrażenie, że widz będzie miał bardzo dużo tematów do przemyślenia po zobaczeniu twojego spektaklu (śmiech).
W pierwszym akcie, jak już wspomniałem, jest dużo zabawnych momentów, naprawdę (śmiech). Ale nie ukrywajmy, że w głównej mierze jest to sztuka o śmierci, przemijaniu, rzeczach których się boimy. To wszystko sprawia, że jest naprawdę piękna i mądra. Co najważniejsze jest próbą rozmowy, przyjrzenia się tym kobietom przez lupę. Dlatego mam wrażenie, że widzowie, którzy przyjdą na ten spektakl będą mieć tutaj wszystko podane jak pod mikroskopem. Trochę jak we współczesnym talk-show, gdzie trzy kobiety próbują rozwiązać problemy swojego życia, a my wszyscy na nie patrzymy i zastanawiamy się, co się stanie, czy się uda, czy będą szczęśliwe, czy wygrają swoją walkę.

/Zdjęcie z prób, fot. Marta Ankiersztejn/
 
Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz, czy to ty znalazłeś tę sztukę, czy to ona znalazła ciebie?
Ona znalazła mnie. Została mi po prostu polecona, jako tekst, który warto przeczytać. I kiedy to zrobiłem, to pierwsze, o czym pomyślałem, to że jest to bardzo trudna sztuka jeśli chodzi o podjęty temat, ale bardzo interesująca i gotowa do ciekawego zrealizowania, zwłaszcza w taki sposób, w jaki ja myślę o teatrze. Czyli żeby było inaczej niż autor zapisał w tekście, żeby dobudować do tego świat w którym będzie można jeszcze coś powiedzieć, a nie jak w tym wypadku zamykać się w jednym pokoju z łóżkiem, stolikiem i krzesłami.

A czy od razu wiedziałeś o czym chcesz zrobić spektakl?
Przez długi czas myślałem, że to będzie głównie sztuka o kobiecie zniewolonej, tak sobie to gdzieś w głowie nazwałem. I to ewoluowało w trakcie pracy, ale w tym pierwszym rzucie jak już wspomniałem był to element który niebywale mnie zainteresował. Miała to być opowieść o kobiecie, która została zniewolona przez świat, mężczyzn i normy społeczne. Gdzie to matka zaprogramowała jej życie i powiedziała co zrobić aby „na pewno” być szczęśliwym w życiu. Po czym po wykonaniu tych ruchów okazało się, że to szczęście wcale nie jest tak łatwo osiągnąć, dlatego umiera sama i nikogo przy niej z bliskich osób nie ma. Oczywiście, ta sztuka o tym jest, ale w związku z tym, że premiera wciąż się przesuwała – miała być już jakiś rok temu – moje myślenie o tej sztuce też się nieco zmieniało. A kiedy już doszło do zderzenia na scenie z trzema jakże różnymi i barwnymi aktorkami, z różnymi charakterami i temperamentami, przyszła kolejna refleksja. Nie podlega wątpliwości, że one są bardzo ważnym elementem tego teatru i to jakie są wpływa na odbiór całości. Dlatego, widzom zostawiam to pytanie. Niech oni sami zdecydują o czym jest ta sztuka.

 
Zapowiedź Reżysera/Próby
 
/Trzy wysokie kobiety, Teatr Polski w Warszawie/


Więcej info:
Spektakl „Trzy wysokie kobiety” - Teatr Polski w Warszawie



Autorka wywiadu:


Linki:
     

youArtiste.com to oparta na wideo, wiodąca europejska platforma dla profesjonalnych artystów filmu i spektaklu : aktorekaktorówreżyserekreżyserówproducentówagencji i teatrów
Polecane kategorie

Uprzejmie informujemy, że w ramach naszej witryny używamy plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień oznacza, że akceptujesz otrzymywanie plików cookies.