Zaloguj się

 
 
 
Pamiętaj mnie
Opublikowany przez youArtiste® Moją rolą jest tylko destylacja słów - rozmowa z Michałem Telegą
Pandemia trochę namieszała i sztuka Grupa warszawska w reżyserii Eglė Švedkauskaitė musiała nieco na swoją premierę poczekać. Spektakl miał skupić się na zmianach klimatycznych i problemie, który ta zmiana z sobą niesie, ale jak zacząć rozmowę o klimacie kiedy w tle wciąż pojawia się słowo „pandemia”? O transformacji Grupy warszawskiej, pokoleniowych różnicach i teatrze opowiada Michał Telega, dramaturg spektaklu.
 
/fot. Bartek Cieniawa/

Agnieszka Kobroń: W kontekście spektaklu, o którym będziemy dziś rozmawiać, ważne wydaje się pytanie jak udało ci się przetrwać lockdown?
Michał Telega: Na początku czułem się jak więzień zdany wyłącznie na siebie. Natomiast później zaczynałem nabierać coraz większego oddechu i swobody w tym wszystkim. Zaczynały pojawiać się jakieś kontakty online z ludźmi czy możliwość powrotu do Krakowa, w którym mieszkam na co dzień. Ale chyba nigdy nie zapomnę tych absurdalnych sytuacji kiedy na półkach zaczęło wszystkiego brakować, albo reakcji ludzi którzy zaczynali uciekać gdy tylko ktoś kichnął. Dla mnie to nadal jest jak jakiś film futurystyczny.

W związku z lockdownem został również odwołany spektakl Grupa Warszawska w reżyserii Eglė Švedkauskaitė, którego jesteś dramaturgiem.
Ta zmiana była tak gwałtowna, że nie było czasu na głęboką refleksję czy jakiegoś rodzaju przeżywanie. To oczywiście była smutna wiadomość, zwłaszcza że początkowo premiera została przełożona na czerwiec, a ostatecznie na wrzesień.

Czy wybuch pandemii bardzo zmienił wasz spektakl?
W naszym spektaklu chcieliśmy poruszyć temat zmian klimatycznych i pandemia zmieniła tylko to, że ten spektakl w dużej mierze zaczął funkcjonować jako zapis epidemiczny, taki dziennik z czasów kwarantanny. Tylko teraz nawiązujemy do tego, że koronawirus stał się częścią tej zmiany klimatycznej. I śmiało możemy na równi postawić ocieplenie klimatu z wybuchem pandemii. A to przedstawienie, co należy podkreślić, w dużej mierze opiera się o refleksje młodych ludzi, których poznaliśmy w lutym i wracamy do nich we wrześniu. A nie ukrywajmy, że ten nastoletni wiek jest tym, w którym rzeczy bardzo szybko się zmieniają. Więc oni w tak krótkim czasie, ale pod wpływem takich wydarzeń bardzo zmienili się mentalnie, wydorośleli. I bez wątpienia zmienił się im również sposób patrzenia na świat i funkcjonowania w nim.

/Grupa warszawska, Nowy Teatr, reż. Eglè Švedkauskaitè, fot. Maurycy Stankiewicz/
 
Czasami mam taką refleksję, że łatwiej młodym ludziom było dostosować się do zamknięcia, życia w zwolnionym tempie, niż osobom starszym.
Podobno młodzież bardziej wykorzystuje potencjał Internetu, bardziej zaznajomiona jest z mediami społecznościowymi, ale niezależnie od wieku wobec samotności własnej pozostajemy sami i to jest to doświadczenie, o którym trzeba teraz najmocniej opowiadać. Ponieważ momenty, które zostały z tego życia wycięte, ciągną za sobą szereg emocji, uczuć, intuicji, podtekstów wobec których czasami pozostajemy bezradni, bo kiedy zaczynasz się złościć na samego siebie, to w tym zamknięciu nie przychodzi to tak łatwo, a kiedy możesz żyć normalnie, pójść gdzie chcesz, to masz tę możliwość rozładowania negatywnych odczuć.

Nie miałeś też wrażenia, że kiedy wznowiliście próby i na nowo wróciliście do tematu zmian klimatu, to po pandemii otrzymałeś lepszy materiał do pracy?
Powiedziałbym, że otrzymałem inny materiał do pracy, nie wiem czy lepszy czy gorszy. Nie chcę tego wartościować. Wydaje mi się, że teatru nie robi się dziś po to, żeby powstało dzieło sztuki. Ale żeby powstała autonomiczna wypowiedź artystyczna. Wiesz, ten spektakl jest głównie wypowiedzią młodych ludzi, moją rolą jest tylko destylacja słów. Staram się to wszystko połączyć w taki sposób, żeby zainteresować widza. Natomiast muszę zwrócić uwagę na charakter tego młodego pokolenia, na pewnego rodzaju płynność, bardziej swobodny, niż w moim pokoleniu, przepływ emocjonalny i energetyczny w człowieku. To pokolenie ewidentnie składa się z innych obrazów i z innych doświadczeń niż moje, chociaż nie dzieli nas przecież aż tak duża różnica wieku.

Ciekawa jestem tego zderzenia „pokoleniowego” w kontekście zmian klimatycznych.
Czasami odnosiłem wrażenie że nasze pokolenie - moje i Eglė Švedkauskaitė, reżyserki spektaklu - było pokoleniem inaczej się buntującym, inaczej wyrażającym, inaczej przeżywającym. Bo katastrofa klimatyczna, aktywizm społeczny, środowiska LGBT+, czyli te wszystkie rzeczy o które teraz trzeba walczyć, wtedy były zupełnie inaczej ujęte. Po prostu było więcej tematów tabu, być może było także więcej wstydu w naszym pokoleniu, który był ograniczający. A kiedy już się buntowaliśmy, to był to często, choć nie zawsze, bunt na zasadzie „na złość babci”. A to pokolenie o wiele szybciej musi nabierać świadomości. I nie ważne czy mówimy tutaj o tożsamości własnej, świadomości seksualnej, wartościach, to wszystko idzie w parze.

Mam wrażenie, że my niestety długo nie byliśmy świadomi. Zaczęliśmy być świadomi dopiero wchodząc w dorosłość, a teraz tak jak mówisz młodzież musi stawać się świadoma szybko, na już. Zupełnie inne postrzeganie świata, zupełnie inna perspektywa, zupełnie inne myślenie.
To wynika z przyśpieszenia świata. Rytm i tempo w jakim aktualnie obracają się młodzi ludzie jest już innym rytmem niż ten, w którym żyliśmy jeszcze parę lat temu. My byliśmy pozostałością lat 80 i 90-tych, pozostałością myślenia naszych rodziców. Teraz wszystko się zmieniło, moim zdaniem przez wszechobecność Internetu. Upowszechnienie Internetu to wydarzenie kształtujące pokolenie dzisiejszych nastolatków. Wystarczy utworzyć wydarzenie na Facebooku, a ludzie klikną że biorą w nim udział i rzeczywiście przyjdą, czy kiedyś to było takie proste?

Tworząc ten spektakl, rozmawiając z tymi młodymi ludźmi, czułeś jakąś przepaść w kontekście do tego jak ty postrzegasz świat?
Czułem przyśpieszenie myślenia, zyskiwanie świadomości, powiedziałbym pomost. Budowany z trakcie relacji, która wydarzała się na próbach. I nie czułem żadnej przepaści nawet na castingu, od razu wiedziałem że między nami coś się buduje. A tym młodym ludziom bardzo zależało, żeby nam coś powiedzieć, przekazać. Może nie zawsze potrafili to ubrać w słowa, ale próbowali. I prawda jest taka, czym oni szybciej budują tę świadomość, tym szybciej ten most do naszej świadomości powstaje.
 
Z tego co wiem, ten spektakl nie ma swojej fabuły.
Bo to nie jest spektakl fabularny, nie jest oparty na gotowym dramacie. On się rodzi z improwizacji i wypowiedzi. A współczesny teatr, którym niewątpliwie jest Grupa warszawska, i mimo tego, że to jest praca z młodymi ludźmi, ma profesjonalne zaplecze i klimat. I jeśli w ogóle możemy tu powiedzieć cokolwiek o fabule to to, że jest zbiorem motywów i kontekstów wyjętych z aktualnego stanu świata, przetworzonym przez młodych ludzi. To jest budowa eseju teatralnego, który powstaje na paru płaszczyznach. I tak w tekście jak i na scenie widz otrzymuje zadanie oglądania relacji, która zachodzi pomiędzy jedną a drugą płaszczyzną. Płaszczyzną słowa, choreografii, muzyki, projekcji. I w gruncie rzeczy mówimy że to jest współczesne, natomiast to jest bardzo zakorzenione w tradycji literackiej i teatralnej. To jest bardzo szekspirowski model grania postaci. Aktor wchodzi w postać i po chwili dystansuje się do niej. Dystansuje się wobec samego siebie i wobec słów.

Ciekawi mnie kto więcej wyniesie z tego spektaklu, ludzie młodzi czy starsi?
Prawda jest taka, że każda ze stron wyniesie coś innego. Nie chciałbym rozdzielać tego na kategorie wiekowe mimo, że ta kategoria wiekowa jest ustalona. Jest dedykowana grupa odbiorców, w wieku naszych bohaterów, którzy najszybciej zrozumieją prezentowany przez nas świat na scenie. Natomiast, starsi ludzie będą łapać zupełnie inne konteksty. Ale tu już patrzyłbym na to wszystko jednostkowo. Dlatego, że sam wolę słowo widz niż publiczność. Mam poczucie, że to jest takie bardzo nieeleganckie z mojej strony kiedy zwracam się do masy. Bo przecież chcę się zwracać do każdej jednostki indywidualnie. Chcę, żeby pojawił się most szczerości pomiędzy aktorem a widzem, reżyserem a aktorem, reżyserem a widzem, bo to dopiero wtedy ten teatr ma szansę zaistnieć naprawdę.

A wierzysz, że możemy ten świat jeszcze uratować?
Tak, ale głęboko wierzę, że świat uratujemy relacjami jednostkowymi. Podczas naszej rozmowy staram się przekazać ci całą tkliwość i zrozumienie jakie mam dla świata. Natomiast, kiedy pół Polski próbuje przekazać coś drugiej połowie Polski, zaczynają się tarcia nie do wygrania. Dlatego zawsze sobie mówię, że najwyższą wartością w życiu, która w ogóle dla mnie istnieje jest miłość. A miłość jest wtedy, kiedy samotna jednostka wypełnia samotność drugiej jednostki i nawzajem się uzupełniają jednocześnie nie kradnąc!!! – to jest moja definicja miłości. Więc wydaje mi się, że aktor swoją samotnością wypełnia samotność widza, dociera do niego i w ten sposób ratuje świat.

/Grupa warszawska, Nowy Teatr, reż. Eglè Švedkauskaitè, fot. Maurycy Stankiewicz/
 
I to możemy podciągnąć pod dobrą definicję teatru.
Teatr rodzi się jak miłość. Zresztą, niezależnie od fabuły, od tego czy to jest sztuka dobrze skrojona czy nie, każdy spektakl w gruncie rzeczy prowadzi do tego, żebyś wróciła do domu i nawet jeśli byłaś totalnie wynudzona danym spektaklem, całkowicie nim zniesmaczona, to po kilku dniach dostała refleksji, że to jednak coś za sobą niosło. Miało ważny dla ciebie przekaz. Przekaz miłości właśnie.
 
 
/Grupa Warszawska: Karolina, Marianna, Stanisław, Zuzia, Ignacy, fot. Hanna Maciąg/


Więcej info:
Spektakl „Grupa warszawska” - Nowy Teatr


Autorka wywiadu:


Linki:
      
 

youArtiste.com to oparta na wideo, wiodąca europejska platforma dla profesjonalnych artystów filmu i spektaklu : aktorek, aktorów, reżyserek, reżyserów, producentów, agencji i teatrów

Polecane kategorie

Uprzejmie informujemy, że w ramach naszej witryny używamy plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień oznacza, że akceptujesz otrzymywanie plików cookies.