Zaloguj się

 
 
 
Pamiętaj mnie
Opublikowany przez YouArtiste Jesteśmy sami czy samotni? - rozmowa z Piotrem Polkiem
Przerażający obraz samotności. Człowiek, którego życie oparło się na złudzeniu. Tak w wielkim skrócie można powiedzieć o spektaklu Akompaniator w reżyserii Adama Sajnuka. O dziele, które potrafi obudzić w człowieku niejedną emocję. W postać tytułowego bohatera wciela się Piotr Polk, chociaż początkowo nie widział siebie w tej roli. Co zatem spowodowało, że zmienił zdanie? Co takiego skrywa w sobie Akompaniator?
 
/fot. Monika Siwka/

Agnieszka Kobroń: Czy według ciebie samotność to domena naszych czasów?
Piotr Polk: Samotność to nie tyle domena naszych czasów, to cecha charakteru wpisana w nasz ludzki byt. To nie jest coś, przed czym jesteśmy w stanie uciec, czego możemy uniknąć. To po prostu w nas jest. I mimo tego, że człowiek bywa zwierzęciem stadnym, ma takie momenty w życiu, kiedy chce i potrzebuje być sam ze sobą. Z dala od zgiełku i tłumu. Mimo szczęścia, potrzebuje własnej przestrzeni, własnej samotni, bo tylko wtedy może usłyszeć sam siebie, a nie tylko słuchać tego co inni mówią.
 
Ale ta samotność ma dzisiaj chyba trochę inny wymiar...
…bo trudno być samotnym w momencie, kiedy otoczeni jesteśmy laptopami, tabletami, telefonami. Wtedy tworzy się inny wymiar samotności, o którym prawdopodobnie mówisz. Dzisiejsza samotność polega głównie na tym, że człowiek nie potrafi rozmawiać, więc wybiera życie w samotności. Owszem, potrafi się komunikować, ale nie rozmawiać. Potrafi pisać skrótami myślowymi, przy pomocy jakiś dziwnych znaków, ale nie potrafi powiedzieć do drugiej osoby: „kocham cię, potrzebuję cię”.
 
Wydaje mi się, że taka samotność, w której zapominamy o tym, jak ważny jest kontakt z drugim człowiekiem, może doprowadzić nas do pewnego rodzaju szaleństwa czy obłędu.
Oczywiście. I to jest przede wszystkim kwestia tego, na ile my sami jesteśmy w sobie pozbierani i jak silny mamy charakter. Bo jeżeli w którymś momencie swojego życia zatracimy wartości, to możemy się obudzić we własnym szaleństwie. Nawet nie wiedząc, kiedy to się stało.

/Akompaniator, Impresaryjny Teatr Muzyczny w Toruniu, reż. Adam Sajnuk, fot. Łukasz Piecyk/

Jedynym sposobem wydaje się odcięcie od wszystkiego, chociaż dzisiaj coraz bardziej niemożliwym do zrealizowania.
Moim zdaniem nie da się już odciąć. Dzisiaj jest to po prostu niemożliwe. Według mnie musi, przyjść jakieś katharsis, które to zmieni. Kataklizm, który nagle spowoduje, że docenimy zdolność przeżycia, że docenimy dach, który mamy nad głową, drugiego człowiek obok, a nie tylko jego profil. Zwykłe, proste rzeczy, o których w tym przepychu i pędzie zapominamy. Musi stać się coś co sprawi, że dostaniemy ten przysłowiowy kubeł lodowatej wody na głowę.
 
A ty potrafisz bywać samotnym? Potrafisz odciąć się od wszystkiego? Bo już z racji twojego zawodu wydaje mi się to wręcz nierealne.
Nie mam zbyt dużo wolnego czasu, który mógłbym poświęcić sobie. Mój dzień właściwie zawsze wygląda tak samo, wstaje wcześnie rano i biegnę na plan. A to wiąże się z tym, że zaraz będzie obok mnie tłum ludzi. Kończę plan i biegnę do teatru, a tam znowu tłum innych ludzi. Dopiero kiedy wracam do domu, mogę sięgnąć po taką, w dobrym tego słowa znaczeniu, pustkę. Oczywiście, że chciałbym i czasami tęsknie do takiego momentu, w którym mógłbym na dłużej być sam. Nie samotny, ale sam. Takich momentów najzwyczajniej w świecie potrzebujemy wszyscy. Tylko trzeba być uważnym, bo granica pomiędzy samotnością, a byciem samotnym jest naprawdę cienka.
 
Ta granica, jak mówisz, jest bardzo cienka i wracamy do początku naszej rozmowy, że takie bycie samotnym może doprowadzić do szaleństwa. A jak jest z twoim bohaterem w spektaklu Akompaniator w reżyserii Adama Sajnuka?
Akompaniator jest dobrym przykładem takiego skrywanego przez długie lata świata, w którym człowiek potrafi się zatracić. Skrytości uczuć, które nie wiedzieć czemu nie mogą ujrzeć światła dziennego. A taka kumulacja złych uczuć i złych myśli prowadzi do obłędu. Może zrobić z człowieka potencjalnie dobrego i wrażliwego, potwora. Wrażliwość w zawodach artystycznych, jest przekleństwem. Z jednej strony jest niezbędna do wykonywania tej pracy, ale z drugiej, niesie za sobą naprawdę ciężkie chwile. Artyści to ludzie bardziej wrażliwi niż inni, z większym rozedrganiem przyjmują sukces i porażkę. A porażka może prowadzić do kresu. I ten mój bohater dokładnie znajduje się w tym miejscu, doprowadzony do ostateczności.
 
I to powoduje, że się zmienia całkowicie.
Mój bohater jest człowiekiem świetnie wykształconym muzycznie, z ogromną wiedzą i wyczuciem, tylko że coś mu się nie udało. Może gdzieś nie zdążył, może był źle ubrany, może zapomniał, a może po prostu nie był to jego czas? Nie mógł pogodzić się ze swoim życiem. Robił to, co kochał, czyli grał, akompaniował, poznał kobietę, której towarzyszył przez dwadzieścia lat, prawie jak mąż. Dzielił z nią jej radości i smutki. Skupiał wszystkie swoje emocje tylko na niej.

/Akompaniator, Impresaryjny Teatr Muzyczny w Toruniu, reż. Adam Sajnuk, fot. Łukasz Piecyk/

Zakochał się, ale nie miał odwagi tego głośno powiedzieć. Wszystko trzymał w sobie.
Tak. Został doprowadzony do pewnego rodzaju szaleństwa, choroby psychicznej, właśnie przez te długo skrywane emocje, miłość i pożądanie. Jest bardzo inteligentny, bystry, skrupulatny, zadbany, przystojny i mógłby tymi wszystkim wartościami zdobyć każdą kobietę i pewnie by to zrobił, gdyby potrafił odnaleźć swoje miejsce w życiu. Ale, jak sam mówi - „jedni żyją, inni tylko akompaniują"!
 
Każdego z nas da się jakoś ulepić. I tak jak powiedziałeś, że twój bohater w którymś momencie nie zdążył, był nie w tym miejscu w którym powinien, ale my wszyscy tak działamy. Bo jesteśmy na fali wyborów i tylko od nas zależy w którą stronę pójdziemy. I nieprawdopodobnym jest to, jak sobie nie zdajemy z tego sprawy.
Dobrze to ujęłaś. A w tym wszystkim ważne jest, żeby dać ujście emocjom, które się w nas gromadzą. Niektórzy nie potrafią tego zrobić, nie wiedzą, jak je wyrzucić z siebie, pozbyć się ich. Taka podwójna natura jest u każdego z nas, tego już nie zmienimy i każdy z nas może stać się takim „akompaniatorem”. Jeśli nie wybierzemy właściwie, to zawiść, zazdrość, zawziętość może nas zabić. Trzeba po prostu żyć ze sobą, a nie żyć życiem innych.
 
Oglądając ten spektakl zastanawiałam się, jak twój bohater mógł swoje emocje trzymać tak długo w ukryciu.
To są emocje, które budowały jego życie. On tylko z nich się składał. I w pewnym momencie nie wytrzymał. Bomba wybuchła. Zaczął nienawidzić siebie, swojego życia i ludzi którymi się otaczał. Nawet tych, których kochał.
 
A czy ty w ogóle lubisz tego swojego bohatera?
Nie powiem, że go lubię, jako człowieka, ale powiem że mam ogromną przyjemność dotknięcia jego osobowości bez konsekwencji. Ta wielka paleta emocji, jest też wielką paletą aktorskich możliwości. Można się w nim zatracić, a potem wziąć głęboki oddech, wyjść na ulicę i być na powrót szczęśliwym, zwykłem człowiekiem.
 
Dowiedziałam się, że jak przeczytałeś tekst Akompaniatora Anny Burzyńskiej to od razu stwierdziłeś, że ten bohater nie jest dla ciebie.
W wersji oryginalnej, tekstowej, był to człowiek niewidzialny, nijaki. Skryty i wycofany. Nie potrafiłem w niego uwierzyć, wydawał mi się sztuczny i nieprawdziwy. Już na tym wstępnym etapie, pomyślałem, że jeśli miałbym zagrać tę rolę, to trzeba go wymyślić od nowa, z głębszym wymiarem tej postaci. I wtedy pojawił się Adam Sajnuk z pomysłem zrobienia z niego człowieka chorego z miłości i ambicji. Ten pomysł bardzo mi się spodobał. Realizacja bardzo trudna! Na scenie mamy przecież tylko siebie i żadne z nas nie może dotknąć swego partnera, nie może spojrzeć mu w oczy, poczuć jego dotyku i oddechu. Edyta Olszówka jest zamknięta w małym szklanym pudełku, niczym kolorowy ptak, ja zaś chodzę wokół niej, jak kot. Zatem pozostają nam jedynie emocje, którymi możemy te aktorskie założenia wypełnić.


/Akompaniator, Impresaryjny Teatr Muzyczny w Toruniu, reż. Adam Sajnuk, fot. Łukasz Piecyk/

Tobie pozostaje gra w scenografii, której właściwie nie ma, więc też masz trudne zadanie. Musisz grać pustką, która jest wokół ciebie.
Ta przestrzeń jest ogarnięta i nieogarnięta. Bardzo trudne zadanie aktorskie. Pierwsze, o czym aktor myśli wchodząc na scenę, to gdzie jest jakiś fotel, żeby ewentualnie na nim usiąść, jakiś stół na którym możesz położyć ręce. A tu czyścimy z wszystkiego, czym aktor się podpiera. I tak tworzymy tylko bohatera, odartego z wszelkich przyrządów pomocy, w jego pełnej krasie osobowości. Pustka na scenie jest jego pustką, samotnością. Wyimaginowany świat i codzienne sytuacje, który sobie stworzył, może nigdy nie istniały? Może to wszystko dzieje się tylko w jego głowie? Może to są kolejne wyobrażenia i wizja dnia przeżytego z kobietą, która kocha?
 
Umieszczając twojego bohatera w tej pustce, usuwamy wszystko to, czego też ty potrzebujesz jako człowiek, bo wolisz gdzieś te ręce przecież położyć…
Tutaj nawet gestykulacja była niewskazana. Nic nie rób, Piotr - mówił Adam. Bardzo to trudne. Bo ciało potrzebuje całego ciebie, żeby się wyrazić. A tu mówimy, że nie masz nic. Ten spektakl odchudził nas, postarzył w pewnym sensie, ale aktorsko na pewno dał nam ogromną siłę i zadowolenie. Pozwolił poczuć, że są jeszcze takie gatunki, w których mamy coś do powiedzenia, mimo wieku.
 
Więc chyba dobrze zrobiłeś przyjmując rolę?
Bardzo się z tego cieszę, chociaż pamiętam było dużo momentów zwątpienia, że tego nie umiem, tego nie wiem, tego nie znam. Dopiero po jakimś czasie powiedziałem do siebie: - Jak to dobrze, że jeszcze masz taki brak wiary w siebie. Bo ten pozytywny brak wiary w siebie, w swoje umiejętności, bierze się z pokory przed tym, czego chcemy dokonać. Gdybyśmy wiedzieli od początku jak, to byłoby to płytkie, małostkowe i nijakie! Dziękuję sobie, że ta niewiedza odgrywa w moim zawodzie, tak istotną rolę.
 
Bo o to chyba w tym zawodzie chodzi?
Aktorzy często znajdują jakiś swój trik, który wykorzystują w każdym filmie, serialu, teatrze. Są powtarzalni, tacy sami we wszystkim. A ja uważam, że każda nowa rola, mała, czy duża jest NOWA i należy jej się uczyć od początku! Bo mimo wieku, musimy być tak samo interesujący, jak ci młodzi aktorzy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tym zawodem. Musimy się uczyć nowego świata, w którym zaczynamy się obracać. Uwielbiam pracować z młodymi ludźmi, lubię słuchać ich myślenia, patrzeć ich oczami. Tylko wtedy człowiek-aktor młodnieje…
 
I to bym nazwała najcięższym zadaniem w aktorstwie. Bo z wiekiem nabieramy swoich przyzwyczajeń, poglądów, rzeczy do których jesteśmy bardzo przywiązani, a tutaj przychodzi ktoś młodszy i musisz za nim podążyć. Wyzbywając się wszystkiego.
Trzeba zawsze zaczynać od początku. Mogę grać w serialach, filmach, w komedii, w farsie, w musicalu, mogę śpiewać i tańczyć, ale mogę też zrobić coś, co jest mi dalekie. I to w tym zawodzie jest piękne.






autorka: Agnieszka Kobroń

Kreatorka bloga Afisz Teatralny, z zamiłowania dziennikarka, która bez pamięci zakochała się w teatrze i uczyniła z niego swoją największą pasję.






  

youArtiste.com to oparta na wideo, wiodąca europejska platforma dla profesjonalnych artystów filmu i spektaklu : aktorekaktorówreżyserekreżyserówproducentówagencji i teatrów
Polecane kategorie

Uprzejmie informujemy, że w ramach naszej witryny używamy plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień oznacza, że akceptujesz otrzymywanie plików cookies.