Zaloguj się

 
 
 
Pamiętaj mnie
Opublikowany przez youArtiste® Idą ciężkie czasy dla kultury – rozmowa z Sylwestrem Biragą, dyrektorem Teatru Druga Strefa
Dla nikogo ten powrót nie był łatwy, a już zwłaszcza dla kultury. Jak w nowej postpandemicznej rzeczywistości radzi sobie teatr. Co czeka go w nadchodzących miesiącach? O Teatrze Druga Strefa i jego planach opowiada założyciel i dyrektor Sylwester Biraga.


Agnieszka Kobroń: Przez ponad trzy miesiące Teatr Druga Strefa był zamknięty dla widzów z powodu pandemii. Jak wyglądał wasz powrót do „nowej” rzeczywistości?
Sylwester Biraga: W naszym wypadku, to nie był żaden wielki powrót, bo my tak naprawdę się nie zatrzymaliśmy. Po pierwsze, wszystkie prace remontowe, które były zaplanowane na przerwę międzysezonową wydarzyły się w trakcie pandemicznej izolacji. Po drugie, po jakimś tygodniu „wolnego” stwierdziłem, że coś musimy zacząć robić dla naszych widzów. Oczywiście wszystkie działania miałyby być online i bez wykorzystania naszych spektakli ponieważ większość nagrań którą mamy nie nadaje się do oglądania, są to po prostu nagrania techniczne. Tak powstał cykl Wielka Księga Legend Warszawy, w którym zapraszaliśmy widzów do świata legend warszawskich, czy wywiady pt. Rozmowy na Magazynowej 14A, które zostają z nami na dłużej. Później przyszła kolejna refleksja: może zacznijmy robić coś dwójkowo i zaangażowaliśmy się w dwa projekty: Sceny klasyczne i Wielkie monologi klasyczne. I ten ostatni pomysł skończył się na dwóch odcinkach z bardzo prostego powodu, Główny Inspektor Sanitarny i Minister Kultury ogłosili, że możemy wrócić do grania dla publiczności w teatrze.

Zakładam, że to był moment, w którym ruszyliście z przygotowaniami do ponownego przywitania widzów w teatrze i dostosowania się do reżimu sanitarnego.
Te trzy miesiące izolacji jakoś bardzo nam zleciały, jak już wspomniałem cały czas coś robiliśmy i staraliśmy się mieć kontakt z widzem. Dlatego już w połowie kwietnia zaczęliśmy próby do spektaklu Ogrodzenie i na koniec maja byliśmy gotowi do otwarcia teatru dla widzów. Ale daliśmy sobie na wstrzymanie i ponowne otwarcie teatru zaplanowaliśmy na 9 czerwca.

/Ogrodzenie, Teatr Druga Strefa, reż. Sylwester Biraga, fot. mat. prasowy/
 
Ku zdziwieniu zaczęliście nie spektaklem, a wystawą malarstwa Agaty Załęckiej.
To był ten moment po którym stwierdziłem, że nie jesteśmy w stanie upilnować ludzi, którzy do nas przychodzą pod kątem zachowania dystansu społecznego. Na wejściu oczywiście jest to do zrobienia, ale po przekroczeniu progu teatru jest to niemożliwe. I tak, pierwszy tydzień po powrocie był wielkim zdziwieniem i szokiem zarazem, bo ludzie przychodzili do nas chętnie i wypełnili nam te 50% widowni. Tylko, że potem przyszło otrzeźwienie, bo widowni zaczęło ubywać. My byliśmy pewni, że widz wróci i to było naiwne z naszej strony. Bo lęk przed koronawirusem jednak gdzieś powstrzymuje tego widza przed przyjściem do teatru. Poza tym siedzenie w zamkniętym pomieszczeniu z maseczką na nosie i ustach nie ułatwia tego.

I tak jak wspomniałeś gracie tylko dla 50% widowni.
Nie oszukujmy się zapełnienie widowni jest na poziomie - średnio 25%. Ale aktorzy są spragnieni teatru, ja z kolei chce otworzyć teatr. Jakiś budżet jeszcze mamy i mimo tego, że wpływy z biletów nas nie zadowalają to mamy to z czego pokryć. Ale tę okrojoną widownię czuje się od razu, bo to jest zupełnie inna atmosfera. W mniejszej grupie ludzie reagują bardziej do środka, trochę się wstydzą pokazać swoje emocje. I to jest ta trudność którą teraz mamy i dopóki w świadomości widzów nie pojawi się przekonanie, że bycie w teatrze nie jest aż tak ryzykowne to będzie nam bardzo ciężko grać. Musimy po prostu cierpliwie czekać na tę zmianę mentalną. Wciąż uważam, że media powinny nam w tym pomóc, ale niestety oni dalej rozdmuchują wszelkie newsy o koronawirusie i podsycają panującą atmosferę.

To co w tej sytuacji z nowym sezonem, który tak naprawdę powinien ruszyć za miesiąc?
We wrześniu musimy wrócić do normalnego trybu pracy. Jak okaże się, że nadal mamy grać w reżimie sanitarnym to doskonale zdaję sobie sprawę, że w tym roku nasz budżet to wytrzyma, ale potem… Jest jeszcze jedna rzecz o której się głośno nie mówi, czyli spektakle wyjazdowe które straciliśmy. A nie ukrywajmy, że poprawiają one znacznie sytuację teatru. Wiemy, jakie kontrakty straciliśmy, z kolei miejsca w których mieliśmy grać do tej pory nie wiedzą co będzie dalej, kiedy będzie można zrealizować te spektakle. I tu pojawiła się przecież sugestia Ministra Kultury, żeby przenieść spektakle w plener, oczywiście bardzo chętnie, ale nie wszystkie spektakle da się w ten plener przenieść. Niestety.

/Bette & Joan, Teatr Druga Strefa, reż. Sylwester Biraga, fot. mat. prasowy/
 
To jest dla wszystkich bez wątpienia bardzo nietypowa i trudna sytuacja, czy w związku z tym ty jako dyrektor teatru jesteś w stanie cokolwiek zaplanować?
Na chwilę obecną gramy spektakl Ogrodzenie oraz Bette & Joan. Przed nami dwie premiery monodramów, chociaż swego czasu zarzekałem się, że nie będzie już żadnych monodramów (śmiech). Sierpień to też stałe spektakle, ale będzie ich bardzo niewiele. Natomiast, we wrześniu zaczynamy próby do “Być jak Dita”, spektakl na siedmiu aktorów. Pierwotnie na scenie miało pojawić się dziesięciu aktorów, ale stwierdziłem że trzeba niestety tę sztukę trochę zmienić, bo jednak nie zaryzykuje tak dużą obsadą. Jeśli mam być szczery, to na chwilę obecną trudno zaplanować tak naprawdę cokolwiek, owszem plan premier jest gotowy, ale prawda jest taka że premiera się wypełni gośćmi zaproszonymi, ale co dalej? Ktoś do nas przyjdzie? Czy tylko zagramy premierę i będzie trzeba spektakl zdjąć z repertuaru? Szkoda tego czasu przygotowań i włożonego w tę pracę wysiłku. I tak jak przed pandemią mogliśmy przewidywać ile widzów odwiedzi nas w danym miesiącu, tak teraz żyjemy w ciągłej niepewności. Bo nie mamy pojęcia jak widownia się przemieszcza. Nie chcę być czarnowidzem, ale idą ciężkie czasy dla kultury. Bo to dla wszystkich są straty finansowe. Mniejsze honoraria dla artystów. Autor, który ma umowę na tekst nie dostaje tantiemów. A teatr i tak ponosi koszty stałe, z których nikt nas nie zwolni. Jakoś trzeba to przetrwać, ale jak już powiedziałem, nie wiem co będzie dalej. Plan mamy i do końca roku będziemy się go na pewno trzymać.

To teraz możemy porozmawiać o dwóch monodramach, które niebawem będą miały swoją premierę. Zacznijmy od PUENTY | Monodramu baletowego.
To jest monodram, który opowiada o mrocznej stronie baletu, o tym jaką drogę musiała pokonać mała dziewczynka aby zostać solistką baletu. W sztuce zagra Natalia Maria Wojciechowska, była solistka Polskiego Baletu Narodowego, która jest inicjatorką akcji Stop Przemocy w Szkołach Baletowych.

/Puenty, Teatr Druga Strefa, reż. Sylwester Biraga, fot. mat. prasowy/
 
Przypominam, że chwilę wcześniej wspomniałeś jak bardzo zarzekałeś się, że więcej monodramów nie zrobisz (śmiech).
PUENTY miała mieć swoją premierę na XXVII Międzynarodowym Festiwalu Słowiańskie Spotkania Teatralne na Ukrainie i dziś mogę podziękować pandemii za to, że tej premiery nie było. W czasie naszej izolacji całkowicie zmieniłem koncepcję na tę sztukę. Mogłem tego nie kończyć, tylko wyjść z założenia, że skoro pandemia zatrzymała ten spektakl to znaczy, że los tak chciał. Ale wróciłem do tego tekstu i doszedłem do wniosku że muszę to zrobić. A jak ja napiszę gdzieś, że czegoś nie zrobię to jest wręcz pewne, że zaraz jakiś dobry monodram się pojawi i będę go robił albo co gorsza w nim zagram.

To jak to się stało, że trafił do ciebie tekst PUENTY?
Sławek Kowalski, który jest – uwaga! –  iluzjonistą, trzy lata temu zaczął pisać teksty. Kiedy poznał historię Natalii postanowił napisać o niej tekst. Wysłał mi go i ja od razu powiedziałem, że go zrobię, ale pod jednym warunkiem: mogę ingerować w tekst. Ta historia wywarła na mnie takie wrażenie, że nie mogłem przejść obok niej obojętnie.

Po PUENTACH widzowie w Teatrze Druga Strefa będą mogli zobaczyć kolejny monodram, Ludobójcy.
Dokładnie tydzień po premierze PUENTY w naszej nowej przestrzeni którą otworzymy dla widzów, czyli piwnicy teatru, będzie jeszcze smutniejszy monodram przygotowany przez Pranaya Pawlickiego. To będzie spektakl o przekraczaniu granic człowieczeństwa. Będziemy szukać odpowiedzi na pytanie, co potrafimy sobie nawzajem zrobić niezależnie od tego czy są to kwestie religijne, polityczne czy po prostu ze zwykłej zawiści? I to już będzie spektakl przygotowany na 20 miejsc, bardzo kameralny w którym aktor będzie na wyciągnięcie ręki widzów.

/Ludobójcy, Teatr Druga Strefa, reż. Pranay Pawlicki, fot. mat. prasowy/
 
Wydaje mi się, że skoro to będzie aż tak poważny temat to ta bliskość z aktorem będzie potęgować odczucia widza.
Już samo wejście na tę scenę będzie wiązało się z dość dużym szokiem, bo scenografia jest również bardzo mroczna. Ale tego już nie mogę zdradzić. Mimo, że wróciliśmy do pracy to ja cały czas czuje, że jesteśmy w zawieszeniu. Powrót po pandemii wydawał się bardzo łatwy, to nasze myślenie że ludzie są spragnieni sztuki i będą do nas tłumnie przychodzić, i to nasze zderzenie z rzeczywistością niestety było bolesne. Natomiast, patrzę też na to z drugiej strony. Teatr wiele przetrwał i zawsze miał tego widza, więc może to jest taki czas żeby pomyśleć nad kondycją teatru, nad jego przyszłością i formą w jakiej powinien funkcjonować. Może warto pomyśleć o zwrocie w kierunku teatru kameralnego? Gdzie aktor jest blisko widza.

W pełni się z tobą zgadzam i mam bardzo podobne odczucia. Ta pandemia powinna być też taką szansą na przemyślenie i przebudowanie wielu struktur.
Pamiętajmy, że żyjemy w czasach gdzie wszystko dzieje się za szybko. Żyjemy w pośpiechu, co sprawia, że percepcja widzów zaczyna być coraz mniejsza. Coraz gorzej jest się nam skupić i po magicznych czterdziestu pięciu minutach zaczyna robić się problem. Ale wszyscy się temu poddajemy, nawet my artyści. My tu nie jesteśmy w niczym lepsi. Wszyscy jesteśmy na etapie przewijania i scrolowania. Przestajemy tracić czas na rzeczy które nam się nie podobają. Już nie czytamy książek do końca jak wydają się nudne, to samo z serialami czy filmami. Bo w tym czasie możemy przeczytać czy obejrzeć coś co jest w naszej opinii lepsze. Dlatego to poszukiwanie nowej formuły dla teatru jest niezbędne.

Mam wrażenie, że widza już nic w tym teatrze nie zaskoczy, nie zawstydzi, nie wniesie nic do jego życia. Tych spektakli, które widza interesują jest tak mało, że sama łapię się na tym jak mało jest spektakli, które zostają ze mną na dłużej.
Bardzo trudno jest znaleźć tekst, który widza będzie uwierał, który go zaboli czy rozśmieszy. A jak już zabieram się za czytanie tekstu mianowanego komedią, to z góry wiem że to nawet nie będzie zbliżone do komedii i oczywiście potem tak jest. Nie ma już tematów tabu w teatrze, bo chyba wszystko zostały wyeksploatowane, ale co mamy zrobić? Wrócimy do klasyki? Czy ona zadziała na młodego widza? Dobrze jest uczyć się na niej rzemiosła, ale to nie może być tak że albo komedia albo klasyka. Musimy przejść pewien proces, żeby wiedzieć czego ten widz potrzebuje, bo to przecież dla niego robimy teatr. My bez widza nie istniejemy i on musi wiedzieć, że przychodzi na coś co jest dla niego.


Autorka wywiadu:


Linki:
            

 
Polecane kategorie

Uprzejmie informujemy, że w ramach naszej witryny używamy plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień oznacza, że akceptujesz otrzymywanie plików cookies.