Zaloguj się

 
 
 
Pamiętaj mnie
Opublikowany przez youArtiste® Mamy ambicję, by robić coś wartościowego - rozmowa z reżyserem Marcinem Zbyszyńskim
 
Moje pierwsze zetknięcie z tym teatrem było dużym zaskoczeniem. Wreszcie na scenie spotkałam ludzi, którzy robią swoje spektakle i swój teatr, bo tak czują, bo kochają to co robią. A to, że zaczęli tworzyć Teatr Potem-o-tem wcale nie było przypadkiem. - Tworzymy ambitne spektakle komediowe, odcinając się od nurtu komercyjnego, bo takiego teatru bardzo nam brakuje - mówi reżyser i twórca Teatru Potem-o-tem Marcin Zbyszyński.
 
 
/Zdjęcie główne: 20 lexusów na czwartek, Teatr Potem-o-tem, reż. Marcin Zbyszyński, fot. Darek Redos/


Agnieszka Kobroń: Teatr Potem-o-tem działa od 2016 roku i muszę przyznać że jestem  trochę zdziwiona, że dowiedziałam się o was dopiero niedawno.
Marcin Zbyszyński: Zakładam, że dowiedziałaś się o nas przy okazji spektaklu 20 lexusów na czwartek? To, że działamy od 2016 roku nie znaczy, że zawsze byliśmy tak samo aktywni. Dopiero od niedawna mamy możliwość grania około dziesięciu spektakli w miesiącu. Wcześniej zdarzało się, że było ich dużo mniej. Na początku w repertuarze mieliśmy tylko jeden tytuł, graliśmy w garażu, a naszymi widzami byli znajomi, którzy oczywiście nie płacili za bilety.


Zakładam, że na początku zapraszając znajomych liczyliście, że rozpowiedzą o Teatrze Potem-o-tem swoim znajomym?
Dokładnie tak. Działamy bez dotacji i jakiegokolwiek zaplecza instytucjonalnego, utrzymujemy się ze sprzedanych biletów, a to powoduje, że nie stać nas, by reklamować teatr w tradycyjny sposób. Za to „poczta pantoflowa” daje nam możliwość, żeby w świadomości znajomych naszych znajomych Teatr Potem-o-tem zaistniał.


Teraz jest już chyba trochę inaczej? Przynajmniej, takie mam wrażenie po zobaczeniu spektaklu 20 lexusów na czwartek.
Mamy taki zwyczaj, że po każdym spektaklu pytamy widzów kto był dziś u nas po raz pierwszy i zawsze nas szokuje, że ta grupa to przynajmniej ¾ widowni. Myślę, że ta tendencja na długo się utrzyma, bo zależy nam na stworzeniu teatru, który sami chcielibyśmy oglądać. I który byłby dla ludzi jakąś wartością i przyjemnością jednocześnie. Tworzymy ambitne spektakle komediowe, odcinając się od nurtu komercyjnego, bo takiego teatru bardzo nam brakuje.


Byliście jeszcze na studiach kiedy zaczynaliście, kto wpadł na pomysł założenia własnego teatru?
Historia tej grupy zaczęła się w Akademii Teatralnej, kiedy na drugim roku robiłem egzamin u Piotra Cieplaka. Naszym tematem był „śmiech”. I tu pojawił się problem, bo nie mogłem znaleźć dla siebie nic ciekawego. Nic mi się nie podobało. Nic mnie nie bawiło. Ostatecznie sięgnąłem po Aleksandra Fredrę i tak powstał spektakl Pierwsza lepsza, który, jak się okazało, stał się pierwszym spektaklem w repertuarze Teatru Potem-o-tem. Do pracy nad spektaklem zaprosiłem grupę młodych aktorów, którzy znali się wcześniej głównie z widzenia: Agatę Różycką, Martę Wągrocką, Filipa Kosiora i Piotra Piksę.

/Pierwsza lepsza, Teatr Potem-o-tem, reż. Marcin Zbyszyński, fot. Bartosz Białobrzeski/

Próby trwały niespełna miesiąc, a my tak się ze sobą zgraliśmy, że szkoda było nam na tym poprzestać. Na początku graliśmy ten spektakl w starym garażu na Powiślu, gdzie zimą było naprawdę zimno. Ale to miejsce dało nam całkowitą niezależność, bo nie był to żaden Dom Kultury czy jakiekolwiek inne miejsce, które narzuciłoby nam swój sposób działania. I tak powstaliśmy, a każdy kolejny spektakl, który tworzyliśmy był dla nas wielkim krokiem. Po Fredrze w garażu był #Na_Dorosłego. Długo szukałem kogoś, kto napisałby dla nas tekst, bo bardzo zależało nam na czymś swoim i współczesnym. Ja jeszcze wtedy nawet nie przypuszczałem, że kiedykolwiek podejmę się pisania takich rzeczy. Ale po różnych perypetiach stwierdziłem, że chyba nie ma innego wyjścia.

/#NaDorosłego, Teatr Potem-o-tem, reż. Marcin Zbyszyński, fot. mat. prasowy/
 

A czy ty w ogóle coś wcześniej pisałeś?
Tak szczerze mówiąc to nic poważnego. Pomijając oczywiście podstawówkę (śmiech).


Nie obawialiście się, że możecie nie przetrwać, że nie dacie rady, że grupa się rozpadnie? Bo jednak takim niezależnym teatrom jest dużo ciężej.
W Teatrze Potem-o-tem nie jest tak, że każdy z nas ma wyznaczony obszar działania. Każdy pełni kilka funkcji jednocześnie. Jesteśmy dźwiękowcami, oświetleniowcami, tragarzami, monterami scenografii i tak dalej i tak dalej. Czasem nie jest łatwo, ale czy baliśmy się, że grupa się rozpadnie? Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że nigdy nie miałem takiego myślenia. Bardzo się lubimy, ale dajemy sobie też dużo wolnej przestrzeni. Działamy razem, ale staramy się być niezależni artystycznie i chyba to bardzo nam pomaga.


Mój odbiór po zobaczeniu waszego spektaklu jest taki, że jesteście naprawdę zgraną i dobrze dogadującą się grupą, która tworzy teatr, bo chce to robić. Nikt wam nic nie narzuca, nikt was do niczego nie zmusza.
Ja bym jeszcze powiedział, że robimy to, bo kochamy to robić i mamy ambicję, by robić coś wartościowego. Bo tak naprawdę nic nas tutaj nie trzyma. Może kiedyś przyjdzie taki moment, ale póki co nie utrzymujemy się z grania w Potem-o-tem. Każdemu daje to radość i satysfakcję. Oczywiście kryzysy przychodzą, zwłaszcza przy premierach. Na przykład premiera 20 lexusów na czwartek to był chyba największy kryzys w czasie istnienia naszego teatru.


To jak już wspomniałeś o tym dużym kryzysie to teraz musisz o nim powiedzieć coś więcej.
Robiliśmy ten spektakl we współpracy z Teatrem WARSawy w ramach ich projektu Scena Debiutów. Przed nami było ogromne wyzwanie, bo 20 lexusów na czwartek to spektakl muzyczny, którego przygotowanie w normalnych warunkach powinno zająć minimum trzy miesiące, zwłaszcza że scenariusz, jak i piosenki były autorskie. A tu okazało się, że mamy naprawdę mało czasu. Tempo pracy było ogromne, a dodatkowo tydzień przed premierą dowiedzieliśmy się, że Teatr WARSawy cofa nam całe dofinansowanie. Powód? Stwierdzono, że nie jesteśmy debiutantami, bo już robiliśmy spektakle w Potem-o-tem, a skoro to jest Scena Debiutów... I nie miał znaczenia fakt, że tworzyliśmy je będąc studentami. Ja na przykład nie miałem na koncie premiery w żadnym instytucjonalnym teatrze. Do dziś nie wiem do kogo w takim razie skierowany jest ten projekt z wielomilionowym miejskim dofinansowaniem. Okazało się, że musimy zrobić tę premierę za własne pieniądze lub ją odwołać. Może też my sami popełniliśmy błąd, bo bez podpisanej umowy braliśmy faktury na teatr, licząc na obiecaną refundację. Ale z drugiej strony, patrząc na specyfikę naszego zawodu, takie rzeczy zdarzają się bardzo często i umowy o dzieło, nad którym pracuje się tygodniami podpisywane są w ostatniej chwili. Nie jest to dobry zwyczaj, ale działamy na zasadzie zaufania. Tu niestety stało się inaczej, mimo że próby na scenie dobiegały już końca. Teatr WARSawy udostępnił nam scenę i przekazał dochód z biletów, ale po premierze zaproponowali nam wynajem, któremu nie bylibyśmy w stanie sprostać finansowo. Dlatego mieliśmy dość długą przerwę w graniu 20 Lexusów na czwartek. Cały czas szukaliśmy miejsca, gdzie będziemy mogli pójść. A wcale nie jest łatwo znaleźć w Warszawie scenę z zapleczem technicznym, gdzie można by grać regularnie. Po pół roku udało nam się dogadać z Teatrem SOHO, w którym gramy ten spektakl obecnie.


Ale sam przyznasz, że nie gracie waszych spektakli w typowych miejscach?
Spektakl Powierzchnie gładkie graliśmy w Galerii Sztuki na Brackiej. Gluten sex gramy w autokarze i zabytkowym pałacu pod Warszawą. A #Na_Dorosłego w tajnej lokalizacji w prywatnym mieszkaniu w centrum Warszawy. Jest to ciekawy przypadek, bo nie możemy widzom podać adresu tego miejsca, dlatego musieliśmy opracować inny sposób. Widzowie dostają informację o jakiej godzinie i w jakim miejscu ktoś powie im gdzie odbędzie się spektakl. Jednym słowem, staramy się, żeby brak stałej siedziby był naszym atutem. Nie konkurujemy z teatrami, które mają swoją siedzibę i zaplecze techniczne. Tworząc spektakle w nietypowych miejscach dajemy widzom możliwość doznania czegoś zupełnie innego.


A to nie wynika też z takiej potrzeby, że skoro w teatrze było już wszystko to trochę próbujecie przekroczyć pewną granicę i poszukać czegoś nowego?
Jest chyba coś takiego, że chcemy robić inne rzeczy. Inaczej niż wszyscy. Bo mamy poczucie skostnienia teatru. Zresztą często spotykam ludzi, którzy mówią, że nie lubią chodzić do teatru, bo nie znajdują w nim repertuaru dla siebie i rzeczywiście nierzadko tak bywa. A my szukamy sposobu, żeby ściągnąć do siebie widza w każdym wieku. I jak patrzę na to z perspektywy czasu to bawi mnie fakt, że kiedyś wydawało mi się, że będziemy tworzyć teatr o nas i dla naszych rówieśników, 20-30-latków. Dopiero po czasie zorientowałem się, że na nasze spektakle przychodzą głównie ludzie starsi od nas. I naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem, że dobrze się bawią.


To działa tylko na waszą korzyść.
Dlatego tak staramy się podkreślać, że zależy nam na widzu. To czy premiera się uda i czy spodoba się widowni zawsze obarczone jest ryzykiem, ale jeśli zrobisz zły spektakl w teatrze niezależnym to ludzie już kolejny raz do ciebie nie przyjdą. Staramy się dbać o widzów. Dlatego cały czas zastanawiamy się co zrobić, żeby chcieli do nas wrócić. Co zrobić, żeby ludzie czuli się elementem tego wydarzenia, żeby stali się częścią naszego teatru.




 


Autorka wywiadu:


Linki:
    


youArtiste.com to oparta na wideo, wiodąca europejska platforma dla profesjonalnych artystów filmu i spektaklu : aktorekaktorówreżyserekreżyserówproducentówagencji i teatrów
Polecane kategorie

Uprzejmie informujemy, że w ramach naszej witryny używamy plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień oznacza, że akceptujesz otrzymywanie plików cookies.