Zaloguj się

 
 
 
Pamiętaj mnie
Opublikowany przez youArtiste® Kobieta, która zabiła… smoka - rozmowa z Agnieszką Kościelniak
Spektakl Smok! w reżyserii Jakuba Roszkowskiego, który oglądać możemy w Teatrze Słowackiego w Krakowie, to coś więcej niż tylko ładnie opowiedziana legenda o Smoku Wawelskim. Tu siłą jest kobieta i to ona jak nikt inny władać potrafi łukiem. To ona jako bohaterka silna i waleczna zmienia postrzeganie świata na temat płci pięknej. - I gdyby tak przyjrzeć się wielu legendom, nie tylko krakowskim, to można w nich dostrzec naprawdę wiele takich kobiet jak ta nasza Wanda - mówi Agnieszka Kościelniak, wcielająca się w postać Wandy.
 
 
/Zdjęcie główne: fot. Michał Ramus/
 
 
Agnieszka Kobroń: Urodziłaś się w Krakowie, więc w nawiązaniu do naszego dzisiejszego tematu rozmowy muszę zapytać, jaka jest twoja ulubiona legenda krakowska?
Agnieszka Kościelniak: Rodzice w dzieciństwie opowiadali mi naprawdę dużo legend, więc wiem na przykład skąd wziął się nóż w Sukiennicach w Krakowie (śmiech). Ale najbardziej przypadła mi do gustu legenda o czarcim mostku, gdzie diabły zakopały skarb i po dziś dzień go pilnują. Niestety, nie pamiętam dokładnie tej historii, ale wydaje mi się, że w Noc Świętojańską można ten skarb znaleźć. Ja całe dzieciństwo mieszkałam na Salwatorze, a czarci mostek tam właśnie się znajduje, więc pewnie dlatego tak bardzo tę legendę lubię. I nawet dzisiaj przechodząc tam wieczorem nie czuję się do końca bezpiecznie. Ale skarbu nie szukałam, żeby nie było (śmiech). Więc legenda o Smoku Wawelskim też była mi bardzo dobrze znana, chociaż w trochę innej wersji niż ta, która pojawiła się w spektaklu Jakuba Roszkowskiego.
 
Bo w wersji bliżej nam znanej to nie kobieta, a mężczyzna zabija smoka.
Dokładnie, a kobieta jest w tej legendzie mało istotna. Bo albo składana jest w ofierze potworowi albo staje się nagrodą dla rycerza, który tego smoka pokona.
 
To co pomyślałaś jak dowiedziałaś się, że zagrasz Wandę?
Bardzo się ucieszyłam, bo nie ukrywając moim marzeniem było zagrać księżniczkę. Tak jak marzeniem każdej małej dziewczynki jest zostać księżniczką. Ale u nas do ostatniej chwili nie było wiadomo kto kogo zagra, reżyser trzymał nas w niepewności. Dopiero podczas pierwszego czytania poznaliśmy swoje postacie. Może to i dobrze, bo nie miałam takiego momentu, żeby zastanowić się nad Wandą. A pierwsze co przyszłoby mi na myśl, to to, że jako księżniczka ma tylko ładnie wyglądać. Dzięki temu, co zrobił Jakub Roszkowski, od razu poznałam to inne, nowe oblicze Wandy. I jestem niesamowicie wdzięczna reżyserowi, że właśnie tak wymyślił sobie moją bohaterkę. Szczególnie, że ciekawszym jest grać postać, która jest jakaś. Zresztą, jak to się mówi, łatwiej grać złe postacie niż dobre. Bo złe postacie są bardziej kolorowe i nigdy nie są złe do końca. A te dobre są po prostu tylko dobre.
 
Chcesz powiedzieć, że wolisz grać złych bohaterów?
Teraz, zdecydowanie tak, bo przez całą szkołę teatralną grałam dobre postacie. Delikatne i powabne. I w pewnym momencie zapragnęłam być kimś innym. Dlatego kiedy w spektaklu Turnus mija, a ja niczyja, w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego, gram starszą panią to sprawia mi to ogromną przyjemność. Mogę mieć krótkie włosy, wyglądać okropnie, garbić się i jest dobrze. Mam też możliwość odkrywania swojego ciała czy innej motoryki na nowo.
/Turnus mija, a ja niczyja, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie, reż. Cezary Tomaszewski, fot. Monika Stolarska/
 
Może od razu wyjaśnijmy, że twoja Wanda nie jest zła (śmiech). Więc jak grało ci się taką bohaterkę – dobrą, ale jednocześnie wojowniczą, walczącą ze stereotypem „księżniczki”?
Muszę przyznać, że trochę się z tą Wandą męczyłam na początku. Zagranie tej postaci nie było takie łatwe jak wydawało się na początku. Bo to nie jest tak, że moja bohaterka jest tylko wojowniczką która zabija smoka i na tym kończy się wszystko. Ona jako jedyna ze wszystkich postaci, które pojawiają się w Smoku! jest napisana bardzo prawdziwie, naturalnie, realistycznie. Reszta postaci jest komiksowa, ma dość mocny rys. Więc trudno było wśród tych wszystkich wyrazistych, powiedziałabym nawet że bardzo stereotypowych postaci wykreować Wandę. Bo kim ona tak właściwie jest? Wandą - zbuntowaną dziewczynką czy Wandą - waleczną kobietą? Dlatego niebywale trudne było dla mnie znalezienie tego złotego środka pomiędzy dzieckiem a dorosłą osobą.

/SMOK! - Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie, reż. Jakub Roszkowski, fot. Michał Ramus/
 
Oglądając Smoka! w reżyserii Jakuba Roszkowskiego miałam takie poczucie, że Wanda mogłaby po prostu zacząć działać, a nie być posłuszną wobec ojca czy braci.
Bo tak powinno być, ale wtedy nie byłoby Smoka Wawelskiego, nie byłoby tych wszystkich przemian bohaterów i przyznania się do popełnianych błędów. A już na pewno nie byłoby starcia wielu stereotypów, zwłaszcza tego mówiącego, że kobiety to słabe istoty. I naprawdę niesamowicie jest w tym krótkim spektaklu pokazać, że kobieta może mieć inną rolę, że mimo tego iż jest „do książek i haftowania” to ma coś do powiedzenia i czasem warto jej posłuchać.
 
Dlatego byłam pod ogromnym wrażeniem tego, w jak umiejętny sposób do spektaklu został przemycony wątek feministyczny. I jakkolwiek dzieci na to nie popatrzą, to zostanie im w głowach ten obraz wojowniczej księżniczki.
I gdyby tak przyjrzeć się wielu legendom, nie tylko krakowskim, to można w nich dostrzec naprawdę wiele takich kobiet jak ta nasza Wanda. Tylko my o nich nie pamiętamy lub ich nie znamy. Dlatego warto od małego pokazywać dzieciom, że nie ma czegoś takiego, że kobieta ma gorzej niż mężczyzna. Że kobieta nie może strzelać z łuku, bo może! Oczywiście, nie chodzi o to, żeby z dziewczynek zrobić chłopaków i odwrotnie, ale po prostu ważne jest uświadamianie. Mówienie o pewnych rzeczach, żeby to poczucie własnej wartości było w nas od małego. Żebyśmy nie rezygnowały z różnych rzeczy tylko dlatego, że jesteśmy kobietami.
 
Smok! to przede wszystkim spektakl dla najmłodszych. Ciężej gra się spektakle dla dzieci czy dorosłych?
Powiem tak: gra się zupełnie inaczej. Dzieci są wspaniałymi widzami i uwielbiam dla nich grać, bo one reagują bardzo żywo, żyją tym, co widzą. Z drugiej strony wyłapują każdy fałsz i widać od razu czy im się nudzi czy nie. W pewien sposób dzieciaki są nieobliczalne i od razu pokazują co czują i to jest wspaniałe, bo niestety dorośli tego nie mają.
 
Mam wrażenie, że dorośli się po prostu wstydzą. Mają poczucie, że im nie wypada, że tak się robić nie powinno.
A dzieci nie patrzą czy kolega się śmieje czy nie, czy płacze czy nie. Dla nich najważniejsze jest to, co one w danej chwili czują. Ale, jeśli mam być szczera, to czy jest to spektakl dla dzieci czy dorosłych, to w każdym spektaklu staram się znaleźć coś dla siebie, coś co mnie rozwinie. Staram się chłonąć z tego co dostaję, zwłaszcza teraz, kiedy jestem na początku swojej zawodowej ścieżki.
 
To, że trafiłaś do Teatru Słowackiego to przypadek czy zrządzenie losu?
Trochę jedno i drugie, a w tym zawodzie te rzeczy szczególnie ze sobą współgrają. Poszłam na casting do Romea i Julii, a trafiłam do innego spektaklu, a potem do następnego i tak zostałam. To jest o tyle zabawne, że zaczynałam tu przed szkołą, bo do wstępnych egzaminów do szkoły teatralnej przygotowywała mnie Marta Waldera, wieloletnia aktorka Teatru Słowackiego w Krakowie, i po szkole też tu trafiłam, ale już jako pełnoprawna aktorka. Idąc na pierwszą próbę dokładnie wiedziałam gdzie iść, nie musiałam błądzić po korytarzach, więc to jest jakiś plus (śmiech). Ale nie ukrywam, stresowałam się bardzo. Nikogo nie znałam. I nagle trafiam do wielkiego teatru, do ludzi, którzy mają ogromne doświadczenie, a ja byłam po prostu dziewczyną, która ciągle się tego zawodu uczy, bo wtedy jeszcze byłam w szkole teatralnej. Dopiero jak już zobaczyłam, że to, co próbuję, co robię na scenie pasuje do całości, to trochę w siebie uwierzyłam. Poza tym cały zespół bardzo mi pomagał się zaaklimatyzować. Zaopiekowali się mną najlepiej jak to było możliwe.
 
Nie planowałaś po szkole teatralnej wyjechać z Krakowa, co dość często zdarza się u młodych aktorów, którzy wyjeżdżają do Warszawy z nadzieją na lepszą perspektywę?
Nie wiem co będzie dalej, bo może gdzieś mnie poniesie, ale na razie zostaje w Krakowie. Mam w sobie coś takiego, że nigdy nie planuję, cieszę się, że jestem tu i teraz, że mogę się rozwijać, że dostaję nowe propozycje teatralne. A równocześnie mogę też robić inne rzeczy czy to w filmie czy serialu. Bo aktorstwo to nie tylko teatr i to uwielbiam w tym zawodzie, że nie muszę się trzymać jednej rzeczy, a próbować różnych. Dlatego lubię te momenty kiedy muszę się nauczyć czegoś zupełnie nowego do roli.
 
Podejrzewam, że też nie chciałabyś się zamykać w jakiejś jednej przestrzeni?
Absolutnie, miałam jeden taki sezon, że zrobiłam siedem premier i siedziałam tylko i wyłącznie w teatrze. Od rana do wieczora. Można powiedzieć, że cały sezon taki był i to było strasznie męczące. Na tyle, że złapałam się na tym, że mam wszystkiego po prostu dość. I teraz wiem, że to nie jest kompletnie dla mnie, że czasami lepiej odpuścić czy zrezygnować na rzecz odpoczynku czy zrobienia czegoś innego, bo wtedy wracasz z nowymi pomysłami, z nową energią. Wtedy efektywniej pracujesz.
 
Wspomniałaś, że lubisz te momenty kiedy musisz się nauczyć czegoś nowego. Mogę cię prosić o jeden przykład takiego wyzwania?
Mam taki jeden spektakl, gdzie gram fragment Chopina na pianinie. A ja nigdy w życiu nie grałam na tym instrumencie. To był dla mnie prawdziwy kosmos, ale się nauczyłam. Nawet przez chwilę chciałam zapisać się na lekcje gry na pianinie. Niestety, czasu mi nie starczyło.
 
To jeszcze na koniec nie mogę pominąć twojego spektaklu dyplomowego Do dna w reżyserii Ewy Kaim. Czy ten spektakl dużo zmienił w twoim życiu?
Mam parę takich spektakli, które kocham i Do dna znajduje się na tej liście. Co z jednej strony jest naprawdę bardzo dobre, ale z drugiej... Cieszę się, że zrobiliśmy coś takiego na początku naszej drogi zawodowej, ale po czasie przychodzi coś takiego, że każdy następny spektakl porównujesz właśnie do tego pierwszego. Często pojawiało się we mnie takie poczucie, że nie czuję emocji w danym spektaklu tak jak w Do dna, że w tym nowym spektaklu nie mam tyle do powiedzenia. Bo w Do dna wiem o czym opowiadam, wiem, że to jest coś ważnego i wiem, że to dociera do widza i o to przecież w spektaklach chodzi. I gdybyś zapytała mnie na czym polega fenomen tego spektaklu, pewnie odpowiedziałabym że nie wiem. Chyba znowu przypadek i szczęście. Trafiliśmy w dobry moment. W czas kiedy wszyscy zwrócili się w kierunku przeszłości i tradycji, zapragnęli powrotu do korzeni. I my nagle robimy o tym spektakl. Dodatkowo, nie było czegoś takiego. Zrobiliśmy ten spektakl już parę lat temu, a ludzie wciąż kojarzą nas z tego spektaklu. Więc na pewno Do dna pomógł nam w starcie, ale też wiele nauczył, bo dzięki niemu wiemy czego chcemy w zawodzie, do czego mamy dążyć i co jest ważne przy robieniu spektakli.

/Spektakl dyplomowy Do DNA, reż. Ewa Kaim, AST im. L. Solskiego w Krakowie, fot. Bartek Cieniawa/
 

 *Spektakl pt. Do DNA to spektakl dyplomowy studentów IV r. Wydziału Aktorskiego, specjalności wokalno-aktorskiej prezentowany w ramach 9. Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych.
 
 

Portfolio Agnieszki Kościelniak w youArtiste.com


 


Autorka wywiadu:


Linki:
               

youArtiste.com to oparta na wideo, wiodąca europejska platforma dla profesjonalnych artystów filmu i spektaklu : aktorekaktorówreżyserekreżyserówproducentówagencji i teatrów
Polecane kategorie

Uprzejmie informujemy, że w ramach naszej witryny używamy plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień oznacza, że akceptujesz otrzymywanie plików cookies.