Zaloguj się

 
 
 
Pamiętaj mnie
Opublikowany przez youArtiste® Dobrze jest wyjść poza swoją strefę komfortu - rozmowa z Marcinem Wortmannem
Bitwa o tron. Musicalowy talent show, który zobaczyć możemy na scenie Teatru Syrena jest bez wątpienia dziełem wobec, którego nie można przejść obojętnie. I w dużej mierze jest to zasługa aktorów. Rola Augusta Mocnego to prawdziwy majstersztyk. O teatrze, podejściu do aktorstwa, pracy ze studentami i stawianiu granic porozmawiamy z Marcinem Wortmannem, który wciela się w postać wspomnianego króla

 
/Bitwa o tron. Musicalowy talent show, Teatr Syrena, reż. Jacek Mikołajczyk, fot. Michał Heller/


Agnieszka Kobroń: Zaczniemy od usystematyzowania dwóch informacji, które bardzo mnie zaskoczyły kiedy przygotowywałam się do naszej rozmowy. Po pierwsze, w wielu wywiadach natrafiłam na informację w ilu spektaklach wystąpiłeś. Ostatnia, do jakiej udało mi się dotrzeć mówi, że na koncie masz cztery tysiące spektakli. Jak to wygląda teraz?
Marcin Wortmann: Wydaje mi się, że w tym momencie jest to około czterech tysięcy stu spektakli. Tylko nie myśl, że ja to liczę z jakiś własnych pobudek. Dokładne liczby określające ilość spektakli potrzebne były mi do dokumentacji podczas przewodu doktorskiego jak i samego doktoratu, który udało mi się obronić w listopadzie 2020 roku. Mam świadomość tego, że ta liczba może zaskakiwać, ale na scenie jestem już dwadzieścia jeden lat i trochę spektakli w moim zawodowym życiu zagrałem.

Przy tak ogromnej liczbie zagranych spektakli pamiętasz jeszcze swój początek?
Pierwszy spektakl zagrałem dokładnie 9 grudnia 2000 roku w Teatrze Roma i był to musical Miss Sajgon w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego. Teatr Roma jako teatr muzyczny, w którego repertuarze znajdują się głównie tytuły musicalowe gra tych spektakli bardzo dużo, dlatego kiedy przyszedł moment liczenia spektakli to wraz z panią Anną Zujkiewicz z koordynacji Teatru Roma sprawdzaliśmy ile finalnie tego wszystkiego było, więc są to sprawdzone liczby. Teraz podaję „około”, bo na szczęście nie muszę już tego liczyć, ale przy habilitacji, którą planuję zrealizować w najbliższym czasie, może znowu będzie trzeba oszacować ich konkretną liczbę – zobaczymy.

Skoro jesteśmy przy spektaklach w których zagrałeś, to jeszcze muszę zapytać o ten najbardziej wymagający.
Najbardziej wymagającym spektaklem były Koty, w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego. Pamiętam, że miałem wtedy dwutygodniową (z zalecanej miesięcznej) przerwę, ze względu na kontuzję. Wróciłem jednak bardzo szybko do grania, ponieważ było za mało czasu na znalezienie jakiegoś zastępstwa. I muszę to podkreślić, że obsada spektaklu przygotowywała się do tego musicalu pół roku. Podczas eksploatacji spektaklu było ciężko utrzymać odpowiednią kondycję fizyczną, ponieważ aktor nie miał czasu zregenerować się będąc ciągle w pracy, a graliśmy 7 nawet 8 razy w tygodniu. Od tego momentu zawsze powtarzam, że jeśli ktoś zagrał w Kotach to wie z czym naprawdę wiąże się ciężka, fizyczna praca aktora musicalowego, wliczając w nią wszystkie umiejętności, które aktor musicalowy powinien posiadać.

Drugą rzeczą, którą musimy poruszyć jest ilość rzeczy, które w swoim życiu robisz. Naprawdę podziwiam cię za to. Jesteś aktorem musicalowym, wokalistą jazzowym, śpiewakiem operowym, tancerzem, skończyłeś szkołę muzyczną drugiego stopnia, grasz na skrzypcach, jesteś kierownikiem muzycznym Warsztatowej Akademii Musicalowej, doktorem na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina i mogłabym wymieniać tak dalej.
Dziękuję, akurat tak się stało, że lubię się uczyć i rozwijać. Ktoś kiedyś powiedział, że jestem człowiekiem renesansu i trudno mi się z tym nie zgodzić ☺ Na szczęście w moim życiu otaczam się podobnymi ludźmi i to mnie napędza także do ciągłego rozwoju. Lubię poznawać i uczyć się nowych rzeczy. Staram się konsekwentnie czerpać z moich kolegów z którymi przychodzi mi pracować, obserwować jak radzą sobie z rolami, ponieważ pozwala mi to spojrzeć na moje postacie z innej perspektywy. Nie boję się też pytać i prosić o pomoc jeżeli sobie z czymś nie radzę, a chce być jak najlepszy. Dodatkowo, jeżdżę do Londynu gdzie biorę prywatne lekcje aktorstwa i śpiewu. Wszystko jest do zrobienia, po prostu wymaga to tylko dobrej organizacji. Mam świadomość, że robię dużo rzeczy a co dla mnie najważniejsze przynosi mi to olbrzymią satysfakcję. Zwłaszcza teraz, kiedy mam możliwość pracy ze studentami. Mam takie poczucie, że nie mogę dać się im zaskoczyć, nie mogę sobie na to pozwolić chcąc być dla nich autorytetem, a biorę pod uwagę to, że oni mają trochę więcej wolnego czasu ode mnie, więc muszę być na czasie (śmiech).

Wcale mnie to nie dziwi, zwłaszcza że stajesz się dla tych młodych ludzi mentorem.
Staram się przez to co robię i przez normalność z jaką podchodzę do zawodu budować wizerunek osoby, która daje dobry przykład, a „na marginesie” tym mentorem się staje. To mi w zupełności wystarcza. Jest mi oczywiście bardzo miło, kiedy moi uczniowie czy studenci przychodzą na spektakle w których gram. Cieszę się, że mogą zobaczyć to nad czym ja pracuje i do czego dążę. Tak myślę powinna wyglądać każda relacja typu nauczyciel – uczeń.

Zdarzyło ci się, że ktoś do ciebie podszedł i powiedział: mogłeś to zrobić lepiej?
Mam jedną taką śmieszną sytuację w pamięci. Jakieś trzy lata temu prowadziłem koncert na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina i podszedł do mnie starszy pan, który powiedział: - Pan nie potrafi głośniej mówić? Co to w ogóle jest, nie zrozumiałem żadnego słowa. I tak zostałem z tą informacją za kulisami. Prawdopodobnie nie miałem dobrze ustawionego mikrofonu, przez co nie było mnie dobrze słychać, ale pomyślałem od razu, że muszę coś poprawić skoro taka sugestia się pojawiła.
Zapytałem go: Czy nie słyszał pan tylko mnie, a on na to: Nie słyszałem dobrze nikogo ☺
Wydział reżyserii dźwięku na UMFC jest naprawdę super, więc chyba nie była to wina mikrofonów ani mojego głosu.

Czyli cały czas uczysz się pokory.
Myślę, że ten zawód taki jest. Oprócz ścianek i blichtru jest jeszcze to drugie dno. Często uczniowie pytają mnie dlaczego nie gram w filmach, serialach, nie chodzę na castingi do reklam? Odpowiedź jest prosta: Po prostu nie do końca to czuję, wolę kontakt z żywym widzem w teatrze. Skoro lubię się rozwijać to może na stare lata kamera mnie polubi.

Ale zdarza ci się wybrać na jakiś casting? Czy może nie chodzisz, bo tak jak mówisz tego nie czujesz albo nie masz czasu?
Powiedziałbym inaczej, jeśli są jakieś castingi do reklam czy seriali to nie idę, ponieważ najczęściej mam już ustalone zajęcia z moimi uczniami czy studentami. Biorę pełną odpowiedzialność za tych młodych ludzi. Skoro jestem już umówiony i mam być w konkretnym miejscu, to nie mogę sobie pozwolić na to, że nie przyjdę na zajęcia albo je odwołam, bo mam casting. Wiadomo są takie sytuacje, ale staram się do nich nie doprowadzać. Nie chcę, żeby ktoś dopasowywał się specjalnie do mnie. Z kolei jeśli mam czas to wtedy rzeczywiście zdarzają się momenty, że idę – biegnę na casting i próbuję swoich sił. Tak właśnie zagrałem w internetowej reklamie mBanku, która okazała się wtedy wielkim hitem. To było cztery czy pięć lat temu. Dla mnie fajna przygoda i taka mała odskocznia od tego co robię na co dzień.
Teraz, trochę boję się jak poukładam sobie wszystkie rzeczy od września. W sierpniu zaczynamy próby do My Fair Lady w Szczecinie, we wrześniu w Teatrze Syrena mam premierę familijnego musicalu Kajko i Kokosz, do tego gram tytuły, które są już w repertuarze. Były jeszcze castingi w których brałem udział i czekam na to co się dalej wydarzy. Może zdarzy się kolejna premiera…

…a może jakaś główna rola?
Czasami czekamy na nią całe życie i właśnie dlatego staram się mieć racjonalne podeście do tematu, ponieważ bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że niektórych tzw. głównych ról nie zagram czy to ze względu na brak odpowiednich predyspozycji fizycznych bądź wiek. Cenię w sobie bardzo tę umiejętność. Ważne jest to, aby uzmysłowić sobie, że tych uwarunkowań nie zmienimy (i nie mówię tutaj o korekcji nosa). Możemy za to „odnaleźć się” w innych, równie ważnych i ciekawych rolach. Jestem szczęśliwy, ponieważ teraz mam taką możliwość. Jeden z moich ukochanych musicali Doktor Żywago w reżyserii Jakuba Szydłowskiego, który do dnia dzisiejszego możemy oglądać na scenie Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku obejrzeli pewnego wieczoru Jacek Mikołajczyk oraz Monika Walecka i tak zaczęła się moja przygoda z Teatrem Syrena w Warszawie. Ta dwójka genialnych ludzi oraz świetnie uzupełniających się dyrektorów dała mi szansę. Najpierw w Next to normal, potem Rock of Ages, Bitwa o Tron. Musicalowy talent show czy Kajko i Kokosz, który swoją premierę będzie miał we wrześniu 2021 roku. Jestem im za to bardzo wdzięczny. Chciałbym podkreślić, że jestem też bardzo zobowiązany wszystkim osobom z którymi współpracuje, za to że dają mi szansę rozwoju na różnych polach czy to teatralnych czy edukacyjnych. Ostatnio przeczytałem w jednej z recenzji Bitwy o tron… , że nie daję się zaszufladkować. Bardzo mnie to ucieszyło i poczułem się szczęśliwy, że przy moich szerokich umiejętnościach mogę je wykorzystać w taki sposób, że przy zmianie imienia bohatera mogę nadal zaskakiwać publiczność.

Wydaje mi się, że dla aktora to jest chyba najgorsze co może się zdarzyć, obsadzanie wciąż w tych samych, podobnych do siebie rolach.
Dobrze jest wyjść poza swoją strefę komfortu i dzięki Jackowi Mikołajczykowi i Monice Waleckiej mogę to robić. Zawsze marzyło mi się zagrać coś rockowego, bo wiesz mam tę muzykę w sercu. Urodziłem się w Jarocinie. I dzięki nim mogłem na przykład zagrać w Rock of Ages, gdzie jestem „cudowną blondyną” (śmiech). W musicalu Deszczowa Piosenka pełniłem rolę swinga, która polegała na tym, że w razie nieobecności lub niedyspozycji kogoś z zespołu moim zadaniem było tę osobę w spektaklu zastąpić. I tak z jednej z głównych ról w Nędznikach (Marius) wydawało mi się, że w hierarchii teatralnej spadłem najniżej. Po czasie zrozumiałem, że tak nie było, ponieważ swingami są osoby które muszą ogarnąć kilka postaci jednocześnie. Oni nie stwarzają jednej roli, a kilka i to wymaga od tych osób ogromnego poświęcenia i skrupulatności w realizacji powierzonych zadań.

Zawsze miałeś to tak wszystko poukładane czy przyszło to z czasem? Bo doceniasz to, że byłeś swingiem mimo wcześniejszych ważnych ról. Masz świadomość tego że pewnych ról nigdy nie zagrasz.
Zaczynając moją pracę w Teatrze Roma byłem tylko skrzypkiem, śpiewającym chłopakiem z wykształceniem muzycznym. Podczas castingu do spektaklu Miss Sajgon dostałem się również do orkiestry, więc to była dość zabawna sytuacja. Usłyszałem, że trwa również nabór do zespołu instrumentalnego Teatru Roma związany właśnie z premierą Miss Sajgon, więc wybrałem się na przesłuchania. Skończyło się na rozmowie w gabinecie dyrektora, gdzie obecny kierownik muzyczny spektaklu, dwóch skrzypków grających w orkiestrze i dyrektor, podjęli decyzję, że bardziej przydam się na scenie i tak też zostało. Okazję do połączenia tych umiejętności miałem 7 lat później grając rolę Schlomo Metzenbauma w musicalu Fame w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni.

Ludzie mimo wszystko uwielbiają żyć w swojej strefie komfortu i nie wychodzić z niej. A kiedy tak ciebie słucham, mam wrażenie, że ty robisz wszystko żeby tej strefy komfortu uniknąć. Uciec od niej. Żebyś nie czuł się za bardzo bezpiecznie, bo inaczej osiądziesz.
Chyba tak jest, bo zawsze coś wynajduję sobie do roboty. Są też ciemniejsze strony tego wszystkiego. Zdarzało się, że ludzie którzy widzieli moje zaangażowanie i pracowitość często to wykorzystywali. Musiałem nauczyć się stawiać granice. Nauczyć się mówić „stop” i oczekiwać od innych współpracy albo pracy.

Zanim zaczniemy rozmawiać o Bitwie o tron… muszę zapytać czy wolisz Mozarta czy Rammstein’a? Chyba wiesz dlaczego o to pytam?
Zależy o co pytasz. Jeżeli masz na myśli ich dokonania i geniusz to nie ma czego porównywać wolę Mozarta, ale jeśli energię i ekstrawagancję to biorę w ciemno Ramstmstein’a.

Ile wiedziałeś o postaci, którą masz zagrać w Bitwie o tron… w reżyserii Jacka Mikołajczyka, czyli o Auguście II Mocnym, przed rozpoczęciem prób? Bo ja muszę się przyznać, że ta postać była mi obca.
Jacek Mikołajczyk podesłał mi tytuł wielkiej książki poświęconej Augustowi II Mocnemu, ale ostatecznie jej nie przeczytałem (śmiech). Ograniczyłem się do Wikipedii i niemieckich stron internetowych poświęconych temu władcy. Czerpałem także z tego czego dowiedziałem się na próbach. Przed ich rozpoczęciem, usiedliśmy z reżyserem i rozmawialiśmy długo o postaci. W ten sposób połączyłem kropki i jakoś sobie to wszystko poukładałem.
Bitwa o tron. Musicalowy talent show [prezentacja Augusta II Mocnego]

W tym spektaklu mamy ośmiu królów elekcyjnych, którzy walczą o tron polski. Można powiedzieć, że próbują sobie wyśpiewać ten tron. Czy wy aktorzy między sobą rywalizujecie, chociaż trochę?
Gdzieś w żartach przejawiało się to delikatnie. Po pierwszym wysłuchaniu wszystkich piosenek  koledzy po moim numerze stwierdzili, że już nie ma o co walczyć, że wszystko jest już pozamiatane. Tomek Filipczak, który jest kompozytorem muzyki do spektaklu napisał dobry numer. Ze względu na trudność tej piosenki rywalizacja jest bardziej między piosenką a wykonawcą. Na szczęście dla spektaklu na etapie prób „powiedzieliśmy sobie”, że zawsze z tej konfrontacji wyjdę zwycięsko.
Bitwa o tron w Teatrze Syrena [zwiastun musicalu]

W tym spektaklu nie ma klasycznej fabuły, mamy coś na wzór Eurowizji. Talent show, gdzie nie ma wielkiej love story z happy endem. Czy dobrze odnajdujesz się w takim musicalu?
Forma spektaklu jest bardzo estradowa, a ona nie jest mi obca. W czasie studiów śpiewałem na weselach, ale bardziej ze względu na to żeby wypracować sobie wokalną formę i zrobić coś innego w swoim życiu, oderwać się na chwilę od teatru, który kocham. Osobiście jednak wolę spektakle posiadające fabułę. Chociaż zobacz, że spektakl Bitwa o tron… oprócz tego, że jest zbudowany na formie talent show, to każda postać, która pojawia się na scenie posiada swój odrębny charakter i za pomocą piosenki przekazuje widzowi historyczną prawdę o sobie.

/Bitwa o tron. Musicalowy talent show, Teatr Syrena, reż. Jacek Mikołajczyk, fot. Michał Heller/

Z tego co mi wiadomo Tomasz Filipczak przygotował specjalnie piosenki, które były szyte pod was.
Takie było pierwotne zamierzenie twórców i chwała im za to, że tak umiejętnie wykorzystali olbrzymi potencjał aktorów Teatru Syrena budując w ten sposób nowy sposób patrzenia na teatr muzyczny. Bitwa o Tron to spektakl, który jest nowością na polskiej scenie teatralnej zarówno pod względem formy jak i jej realizacji, dlatego mam nadzieję, że będzie on gościł jeszcze bardzo długo w repertuarze Teatru Syrena.
 


Więcej info:
Musicalowy talent show „Bitwa o tron - Teatr Syrena



Autorka wywiadu:


Linki:
        
Polecane kategorie

Uprzejmie informujemy, że w ramach naszej witryny używamy plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień oznacza, że akceptujesz otrzymywanie plików cookies.